Winne wtorki: Spatburgunder

Dzisiejsze Winne wtorki – inaczej niż zwykle, bo z… Berlina 🙂 To zupełny przypadek, a jednocześnie – bardzo korzystny zbieg okoliczności, skoro tematem aktualnych wtorków jest Spätburgunder – czyli Pinot Noir z Niemiec. Podobno najlepsze inkarnacje tego szczepu uzyskuje się w regionie Ahr (pomiędzy Kolonią a Koblencją) oraz w zupełnie obcym nam regionie – Baden. Pierwsza degustowana butelka pochodzi od gwiazdy Ahr – Meyer-Näkel, a druga – właśnie z Baden, od nieznanego nam producenta jakim jest Joachim Heger, ale jak przeczytaliśmy u Wojtka Bońkowskiego – to też mistrz Schwarzwaldu 🙂 a wiec do rzeczy: Spätburgunder Ahr 2011, Meyer-Nakel od razu przemówiło do nas wspaniałym kolorem ciemnych, jesiennych malin, a także – niezwykłą przejrzystością. W nosie dużo dojrzałych czerwonych owoców (przede wszystkim malin i truskawek) z dodatkiem dymu. Spokojny i elegancki. Usta bardzo owocowe o niskiej kwasowości. Świetna pijalność i przyjemnie trochę bardziej kwasowa końcówka. Generalnie – owoc i duża kultura. Bardzo dobre! 88/100 Cena: 15 EUR. Czas na drugą butelkę – Merdinger Bühl Spätburgunder Baden 2011, Heger. Kolor przytłumionego soku truskawkowego. Nos surowy, truskawkowy, lekko dymny, dosyć świeży. W ustach na początku czuć beczkę, mimo tego wino ma lekki i cienki smak, delikatnie wędzony. Duża różnica w klasie w stosunku do Meyera. 84/100. Cena: 11 EUR.

Do wina, jak zwykle, chcieliśmy przygotować potrawę tutejszą, charakterystyczną dla regionu. Jednak znalezienie na miejscu właściwej książki kucharskiej okazało się dużo trudniejsze, niż nam się początkowo wydawało. Po prostu, większość autorów, zajmujących się kuchnią niemiecką publikuje tylko po… niemiecku. Wprawdzie wybór był dosyć ograniczony, gdyż z czterech dostępnych publikacji dwie wydane zostały przez Dr.Oetkera 🙂 ale pomimo tego wróciliśmy z wyprawy po książkę kucharską o tradycyjnej

kuchni niemieckiej z tarczą, a nie na tarczy. Grandma’s German Cookbook autorstwa Birgit Hamm oraz Linn Schmidt to zbiór ulubionych przepisów rodziny i przyjaciół autorek – przez nie przetestowanych i zatwierdzonych.

Do Spätburgundera wybraliśmy przepis na grzyby duszone z tymiankiem i klopsem z białego pieczywa . Zadecydowały o tym grzybowe nuty, charakterystyczne dla Pinota. Zaczynamy od pokrojenia czerstwego chleba lub bułki na jedno centymetrowe kawałki, włożenia go do miski i zalania letnim mlekiem. Miskę odstawiamy na bok na ok. 30 min. W tym czasie przygotowujemy resztę składników. Siekamy drobno natkę pietruszki, a następnie – cebulę oraz tymianek (oczywiście, każde z nich oddzielnie). Odstawiamy na bok. Teraz czas na grzyby – duże kroimy na mniejsze kawałki; małe – np. kurki oczyszczamy z piachu (myjemy tylko jeśli jest to absolutnie niezbędne, aby pozbyć się ziemi). My do naszego dania użyliśmy brązowych oraz białych pieczarek, boczniaków ostrygowatych, kurek oraz szitake. Co ciekawe – wszystkie grzyby – poza kurkami – pochodziły z Polski; a tylko te ostatnie – z Rosji.

Po upływie 30 minut – wyjmujemy masę chlebową z miski i dokładnie odciskamy nadmiar mleka. Teraz czas na dodanie jaj oraz połowy natki pietruszki. Całość dokładnie mieszamy, doprawiamy solą, pieprzem oraz gałką muszkatołową i formujemy klopsy. Wrzucamy je do garnka z gotującą się wodą na chwilę, po czym zmniejszajmy ogień i gotujemy klopsy na wolnym ogniu przez ok. 20 min. Jeśli boimy się, że klopsy się nam rozpadną – możemy gotować je zawinięte w gazę. Kiedy klopsy będą się gotować, na roztopione masło wrzucamy cebulę; gdy tylko się zeszkli – dodajemy pokrojone grzyby, pietruszkę oraz tymianek i dusimy przez ok. 10 min. Teraz dolewamy białe wytrawne wino. Gdy wyparuje, dodajemy śmietankę. Sos redukujemy przez kolejne 3-4 minuty. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Podajemy klopsy z gorącymi grzybami.

A czy wino pasowało do dania? Sprawdźmy. Na pierwszy ogień poszedł Spätburgunder Ahr 2011, Meyer-Nakel. Wino w połączeniu z grzybami i klopsem z białego pieczywa okazało się miękkie i łagodne. Bardzo udany zestaw! Merdinger Bühl Spätburgunder Baden 2011, Heger to trochę inna historia – wprawdzie wino wydobyło z dania leśne smaki, nie stanowiło jednak już tak udanego połączenia, jak pierwsza butelka.

Oba wina piliśmy po raz pierwszy. Przyznamy, że nie wiemy, czy ktoś w Polsce jest ich importerem. Znając ceny niemieckie można jednak przypuszczać, iż polskie – byłyby jednak dosyć wysokie. Czy mimo niezłych ocen degustowane dziś przez nas Spätburgundery byłyby tego warte – raczej nie… a w szczególności nie – dla tego z Badnii…

Do przyszłego tygodnia, tym razem z Warszawy 🙂 też być może o Berlinie 🙂

Pozostałe recenzje Spätburgunderów innych Winnych Wtorkowiczów znajdziecie pod następującymi linkami:

A&W