Winne wtorki: Pinot Noir z Nowej Zelandii

Dziś degustujemy Pinot Noir z Nowego Świata, najlepiej z roku 2009 – tak zaproponował Mateusz z bordowe.pl a my postaraliśmy się dostosować. Nie udało się to w zupełności, bo mieliśmy butelki z 2008 i 2010 roku, ale reszta już pasowała do wyznaczonego zadania. Dwa razy 100 % Pinot Noir z Nowej Zelandii. Potraktowaliśmy te Winne Wtorki jako kompletny poligon doświadczalny. Z Nowej Zelandii piliśmy do tej pory tylko i wyłącznie wina z Sauvignon Blanc, czyli najbardziej charakterystycznego, firmowego szczepu tego kraju. Jeśli chodzi o Pinot Noir to doczytaliśmy, że wina te są raczej w bardziej delikatnym, burgundzkim stylu niż reszta Nowego Świata. Postanowiliśmy podać do nich łososia z patelni w tymianku z salsą owocową i pieczonymi, słodkimi ziemniakami. Łosoś i Pinot Noir to podobno żelazne połączenie – tak jest napisane w wielu mądrych książkach 🙂 ale my nie próbowaliśmy jeszcze nigdy tej konfiguracji, dlatego dziś inauguracja! Nasze zmagania opisujemy poniżej.

Obie degustowane butelki kupiliśmy w Winkolekcji na Puławskiej w Warszawie. Niestety, nie było tanio, ale to standardowa historia przy okazji Nowej Zelandii. W tej chwili chyba tylko w sklepach Marks and Spencer, można kupić wina z tego kraju w niższych poziomach cenowych. A więc na początek otworzyliśmy – a właściwie odkręciliśmy (Nowozelandczycy uwielbiają nakrętki – około 95 % produkowanych butelek jest zamykanych w ten sposób) Waipara Pinot Noir 2008, Waipara Hills. Waipara Hills to młoda, powstała w 2001 roku wytwórnia, a degustowane wino pochodzi z podstawowej linii. Cena 60 PLN. Przywitał nas jasno-ceglany kolor. Ładne, przezroczyste z jaśniejącymi brzegami. Bardzo typowe dla Pinot’a. W pierwszym wrażeniu nos dosyć zamknięty, ale jednak dostajemy porcję nut stajennych, które potem ewoluują w stronę lekko gnilnych rejonów. Owoc z początku trochę wycofany, po otwarciu staje się dużo mocniejszy – z akcentami żurawiny. Pojawiają się też nuty dymno-asfaltowe. Zdecydowanie duże, szerokie kieliszki typu burgundzkiego ułatwiają zapoznawanie się z tym winem. Wino o mocnej kwasowości i soczystości czerwonej porzeczki. Nie ma miejsca na subtelności. Szczypie w podniebienie i język i kończy się lekko gorzkawym finiszem. Jest odświeżające, ale brakuje w nim głębi. 83/100. Zdecydowanie za drogo. 60 PLN to już kwota, którą można zainwestować znacznie lepiej i to nawet w Burgundię.

Druga butelka znajduje się o oczko wyżej w cenie – to już 80 PLN. Ten tydzień do budżetowych nie należał. Pinot Noir Marlborough 2010, Hanky Dory. Tak jak poprzednia butelka, to Pinot Noir pochodzi z południowej wyspy, w tym przypadku z najbardziej północnego jej krańca, czyli regionu Marlborough. Region ten jest znany przede wszystkim z produkcji Sauvignon Blanc, ale ostatnio Pinot Noir też zaczyna nabierać znaczenia. Strona internetowa producenta niestety jest w budowie, więc nie mogliśmy się dowiedzieć więcej na jego temat. Niech zatem przemówi samo wino. Kolor zupełnie inny niż u poprzednika. Raczej ciemne z fioletowymi refleksami. Ładny, ale trochę nietypowy. Nos z początku mocno mleczno-owocowy (wybijają się truskawki), nuty kwaśne łagodzone są właśnie przez mleczne tło. Rozwija się w stronę lawendową, aby w końcu przejść nawet w nuty pikantno-rosołowe. Usta z początku waniliowe (beczka odcisnęła swoje piętno na tym winie), ale nie pozbawione kwasowości. Nuty rozmarynu i tymianku. Końcówka chininowa – trochę w stylu ziołowych digestivów z dodatkiem słodkiej czereśni. Taniny w rozsądnej ilości. To młoda butelka, chętnie byśmy ją spróbowali za jakiś czas. 87/100 Zaciekawiło nas to wino, po posiłku kończyliśmy butelkę z niedosytem, no i mając świadomość, że zostało już tylko Waipara Pinot Noir 2008, Waipara Hills, które przecież do naszych faworytów nie należało.

Przyszedł czas na łososia z patelni w tymianku z salsą owocową! Filety zamarynowaliśmy w soku z limonki i cytryny z dodatkiem świeżego tymianku i młotkowanego, kolorowego pieprzu. W tym czasie pokroiliśmy słodkie ziemniaki w szóstki. Natarliśmy oliwą i piekliśmy je w sumie 30 minut z dodatkiem sporej ilości soli i pieprzu. Przygotowaliśmy też sałatkę owocową – pokroiliśmy w kostkę pół papai, pół ananasa, dodaliśmy dwie posiekane dymki, łyżkę posiekanej kolendry, a także 2-3 łyżki soku z limonki. Całość doprawiliśmy dwiema łyżeczkami cukru pudru. Następnie, wyjęliśmy łososia z marynaty, osuszyliśmy i usmażyliśmy filety z obu stron na oleju z pestek winogron. Dłużej – kilka minut od strony skóry. Możemy również to zrobić na grillu. My lubimy łososia usmażonego na zewnątrz a różowego w środku (wtedy jest zdecydowanie bardziej soczysty), ale każdy powinien sam kontrolować ulubiony poziom wysmażenia. To proste, szybkie danie o egzotycznym charakterze, gdzie owocowa salsa była chyba większym wyzwaniem dla wina niż sam łosoś. Nadszedł czas na wypróbowanie tego zestawu…

Połączenie Waipara Pinot Noir 2008, Waipara Hills z łososiem z patelni w tymianku z owocową salsą wypadło kompletnie nieudanie. Chyba najgorsza para w całej historii naszych Winnych Wtorków. Właściwie jedno, co możemy powiedzieć to to, że straszna ostrość i mocno kwasowe nuty zdominowały danie. Nie dało się popijać dania winem gdyż, ani jedno, ani drugie nie smakowała w tej konfiguracji tak, jak powinno. Natomiast Pinot Noir Marlborough 2010, Hanky Dory to już zupełnie inna bajka. Przy daniu z łososia jeszcze bardziej wychodzą nuty ziołowe – rozmaryn i tymianek. Miło uzupełniają potrawę. Pozostawia pikantny długi finisz. Do tłustego łososia dobrze też komponuje się lekko waniliowa nuta. Nie jest to połączenie genialne, ale nie narzekaliśmy. Ciekawostką jest to, że na stronie internetowej Waipara Hills firma ta poleca do swojego Pinota – tym razem z południa południowej wyspy czyli Otago – właśnie do łososia. Tej butelki, niestety, nie degustowaliśmy.

Reasumując – droga ta Nowa Zelandia… Chyba szybko do niej nie wrócimy, chyba że coś taniej uda się nam dostać w M&S. Do łososia, Pinot Noir z pewnością pasuje, ale to z większą ilością beczki o trochę mocniejszej budowie. U nas tylko Pinot Noir Marlborough 2010, Hanky Dory podjął wyzwanie.

Wrażenia innych uczestników Winnych Wtorków znajdziecie na poniższych stronach.

A&W