Winne wtorki: Cabernet Sauvignon z RPA

Witamy w 2013 roku! Zaczynamy od Winnych Wtorków, które z uwagi na Nowy Rok przypadają w Winniczku chwilę później. A temat jest dla nas jak z najgorszych snów… Nie dość, że czysty Cabernet Sauvignon, to jeszcze z RPA… Dziękujemy Ci Mariuszu z Pisanewinem.pl 🙂 Żarty żartami, ale nie jesteśmy fanami win z południowej Afryki i ten odcinek wydawał się z początku bardzo trudny i wymagający. Po wino udaliśmy się do nowego sklepu-magazynu specjalizującego się w winach tylko i wyłącznie afrykańskich – South Wine. Wina z ich oferty degustowaliśmy przed Świętami na dużej degustacji Winicjatywy na Mysiej 3. Wtedy głównie rozmawialiśmy o Chenin Blanc, jako dodatku do kolacji Wigilijnej (a w szczególności – do śledzia) i nie w głowie były nam Cabernety, ale ponieważ South Wine ma szeroką ofertę – udaliśmy się tam po wino na dzisiejsze wtorki. Mieliśmy na kolacji jeszcze dodatkową parę degustatorów, więc kupiliśmy 2 butelki. Zależało nam, aby każda była w innym stylu, w przedziale 40-60 PLN. Oba Cabernety pochodzą regionu Stellenbosch, czyli terenów położonych około 40 km na wschód od Kapsztadu. Winoroślą obsadzone są zbocza tamtejszych gór.

Cabernet Sauvignon 2010, Stellenrust to pierwsza degustowana butelka. Na stronie producenta można przeczytać, że ta rodzinna firma produkuje wina od 1928 roku. Obsadzone winoroślą jest 200 z 400 ha posiadanych przez Stellenrust. To jak na warunki afrykańskie średnia winnica 😉 Wino w kieliszku zaprezentowało się półmatowym rubinem z lekko jaśniejszym brzegiem. Nie było specjalnie urzekające. Nos wodnisty, lekko słony z dużą ilością nut zielonych (zielona papryka). Trochę mięty i przypraw. W pierwszym wrażeniu w ustach ostre owoce i trochę alkoholu. Później trochę nut gorzkich i wędzonych, ale z każdym łykiem oddalających się. Końcówka mocniej kwasowa z małymi taninami. Ogólnie butelka dosyć kulturalna i nienachalna, jednak z charakterystycznymi dla RPA wędzonymi i zielonymi nutami. 84/100 cena: 44 PLN

Drugi Cab to Cabernet Sauvignon 2008, Muratie . Historia Winnicy Muratie sięga aż 1652 roku, kiedy to pierwsi właściciele osiedlili sie w obrębie dzisiejszej apelacji Simonsberg w Stellenbosch. Pierwsze wino zostało zrobione w 1659 roku. Simonsberg to najbardziej na wschód wysunięty obszar Stellenbosch, sąsiadujący z regionem Paarl. Muratie ma swoja winnicę właśnie na zboczach góry Simonsberg, a sąsiadami są tacy uznani producenci jak Delheim czy Kanonkop. Jak podaje “mądra” literatura – producent znany jest najbardziej z “wypasionych” Shirazów, no ale to temat na inne Winne Wtorki. Wracając do Caberneta, to kolor wybitnie słaby – buro-borówkowy i matowy. Nos bardzo mocno waniliowy z dodatkiem kremówki i budyniu. Gdy się otworzy więcej świeżych nut dochodzi do głosu – żurawina i klasycznie dla Caberneta czarna porzeczka. Usta dymne i wędzone, alkohol dosyć odczuwalny. Pełne i duże. Średnia kwasowość zdecydowanie pomaga nie rozejść się temu winu. Finisz kremowo-karmelowy. Nieźle zrobione. Spodoba się fanom tłustych, “parkerowskich” win. Dla nas jednak trochę męczące. 86/100 cena 59 PLN

Zastanawialiśmy się bardzo długo, z jakim daniem połączyć Cabernety z RPA. Nie podjęliśmy jednak wyzwania regionalnego. Nie znamy się na kuchni południowoafrykańskiej, nigdy tam nie byliśmy i naprawdę przygotowywanie babotie albo antylopy (jeśli można byłoby ją gdzieś w Warszawie dostać) byłoby mało profesjonalne 😉 Sprawdzaliśmy też propozycje na stronach innych afrykańskich producentów, jednak ich sugestie były albo regionalne, albo mało przekonujące (np. Nederburg radził przyrządzić kurczaka z grilla w rozmarynie). Sięgnęliśmy więc po klasykę i chyba naturalne, jako dodatek do Caberneta – steaki wołowe z pieprzem . Klasyczne Francuskie danie – steak au poivre – czyli steaki z polędwicy wołowej (roastboefu czy zrazówki) mocno oprószone przed smażeniem młotkowanym pieprzem z delikatnym sosem na bazie śmietany. Sądziliśmy, że wina będą z waniliową nutą, więc sos powinien się również zgrać.

Do dania skorzystaliśmy z polędwicy pozyskanej z krów rasy Charolaise. Mięso jest bardziej marmurkowe, przerośnięte tłuszczem niż popularniejsza Limousine. Lepiej sprawdzi się na steaki, wiec jeśli mamy wybór to z niego skorzystajmy. Przepis na steaki z pieprzem jest bardzo prosty i mógłby z powodzeniem trafić do kategorii Quick & Easy. Najpierw przygotowujemy pieprz. W moździerzu rozgniatamy czarne lub kolorowe ziarna, aż do uzyskania konsystencji grubej panierki (można też kupić konfekcjonowany młotkowany pieprz dla ułatwienia). Polędwicę czyścimy z błon i kroimy na steaki o wadze 200-250 g, obtaczamy szczodrze w pieprzu z każdej strony. Roztapiamy na patelni masło z olejem roślinnym (nie za dużo) i smażymy steaki według swojego uznania. Dla takiej masy steaka będzie to bardzo szacunkowo 4-6 min dla blue, 6-8 minut na krwisty, 8-10 na medium i 10-12 minut na wysmażony (wartości podane dla smażenia z obu stron). Gdy mięso jest już odpowiednie, przekładamy je na ogrzany talerz i przykrywamy drugim. Patelnię deglasujemy brandy, oskrobując do i mieszając całość. Gdy połowa płynu odparuje, dodajemy śmietanę i przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Następnie, dolewamy soki, jakie wydzieliły się z mięsa i gotujemy kilka minut na małym-średnim ogniu, aż sos zgęstnieje. Na koniec doprawiamy solą. Steaki polewamy sosem i podajemy z ulubionym dodatkiem np. puree ziemniaczanym, warzywami czy sałatą.

A jak połączenie? Cabernet Sauvignon 2010, Stellenrust okazał się w konfiguracji ze steakami wołowymi z pieprzem kompletną porażką. Dominowały nuty ostre, zielone i wszechobecna wędzonka! Jakby łączyć wołowinę o ekstremalnie delikatnej strukturze i wyrafinowanym smaku z ostro wędzonym boczkiem i świątecznym kompotem z wędzonych śliwek. Jednogłośna decyzja – nie pasuje. Druga butelka Cabernet Sauvignon 2008, Muratie spisała się zdecydowanie lepiej. Kwasowość łagodnieje, pojawiają się słodkawe nuty, a alkohol już nie jest tak wyczuwalny. Genialnie opłukuje usta po śmietanowym sosie. Mieliśmy wrażenie, że pijemy “prawie” Bordeaux, gdyż to połączenie przypominało nam sparowanie tego samego dania z Cotes de Bourg AOC 2009, Chateau Marguerite de Fontneuve (60% Merlot i 40% cabernet Sauvignon).

Podsumowując, jak widać nie każdy Cabernet sprawdzi się do steaka, szczególnie jeśli mamy do czynienia z tak charakterystycznymi dla RPA nutami wędzonymi i zielonymi. Degustacja pozwoliła nam z jednej strony trochę odmitologizować Południową Afrykę a z drugiej strony zadać pytanie, czy warto za te wina tyle płacić? Chcąc wydać 60 PLN za Caberneta z Nowego Świata warto w Leclercu kupić Medalla Real Gran Reserva Cabernet Sauvignon 2007, Santa Rita (teraz już chyba dostępny 2008) i otrzymać bardzo eleganckie wino. A do steaka cieszyć się wspomnianym Bordeaux – Cotes de Bourg AOC 2009, Chateau Marguerite de Fontneuve za całe 49 PLN (dostępne w Winkolekcji).

Inni Wtorkowicze też degustowali:

A&W