Winne wtorki: Biały Rodan

Na dzisiejsze Winne Wtorki wino wybierał Winniczek. Jesteśmy ostatnio w jakimś kompletnym niedoczasie, więc poszliśmy trochę na łatwiznę. Wybraliśmy to, co mamy w lodówce 🙂 Zaproponowaliśmy białe wino z południa Francji – może być Langwedocja czy Rodan. Pełna dowolność. Dodatkowo to też była dla nas okazja, żeby jakoś bardziej zająć się białą wersją Grenache, którą do tej pory omijaliśmy raczej szerokim łukiem. Druga kwestia, która wyszła przy okazji braku czasu – nie zdążyliśmy nic ugotować do dania tak, więc dziś po raz pierwszy w Winniczku samo wino. A niech to – kiedyś musi być ten pierwszy raz! Obiecujemy jednak, że się poprawimy i szybko pojawi się jakiś nowy słodki, owocowy odcinek, ale pewnie bez wina 🙂

Do dzieła! Nasza butelka to Rodan. Cotes du Rhone 2011, M. Chapoutier. Wino to kupiliśmy w ursynowskim Leclercu za około 36 PLN. Chapoutier to ogromny negocjant – produkuje wina chyba ze wszystkich rodańskich apelacji plus innych z południa Francji. Żeby było weselej – zahacza też o Australię 🙂 Nie wiązaliśmy z tą butelka jakiś ogromnych nadziei; spodziewaliśmy się raczej, że nie będzie wpadki a być może będzie pozytywne zaskoczenie. Butelkę otworzyliśmy więc bez żadnych oczekiwań. Wino powitało nas ładnym, jasno-złotym kolorem z cytrynowymi refleksami. Nos ciekawy – o nutach deszczówki. Delikatny z lekko miodowymi, kwiatowo-cytrynowymi nutami. Dodatkowo pojawią się akcenty gazu ziemnego. W ustach łagodne i oleiste, ale niepozbawione kwasowego pazurka. Bardzo kulturalne z lekko matowym finiszem. 86/100 Obawialiśmy się nadmiaru męczących kwiatowych aromatów, a dostaliśmy w miarę lekkie, ale konkretne wino z mineralnym dodatkiem. Podoba się nam; gdyby kuchnia działała to podalibyśmy rybę z grilla – ze słodkowodnych pstrąga, a z morskich – doradę.

Fajne te Wtorki – takie niezobowiązujące, tylko z winem, bez garów 😉 Ale to zdecydowanie nie w “naszym stylu” 🙂

Do następnego – kuchennego!

A&W

Linki pozostałych Wtorkowiczów jak zwykle w załączeniu

PS: na zdjęciach, w tle, widnieje jeszcze Grenache Blac od Virgile Joly z Langwedocji (z Enoteki Polskiej), ale już nawet czasu nie mieliśmy na drugą degustację, więc czeka sobie do następnego razu!