Winne wtorki: biała Kalifornia

Kompletnie zwariowane te dzisiejsze Winne Wtorki… Tematem jest biała Kalifornia. Po pierwsze jakoś zapadło nam w pamięć, że musi być to Chardonnay (czyli coś co nam się najbardziej kojarzy z białą Kalifornią), a po drugie spóźniliśmy się z wyborem butelki. W Ursynowskim Leclercu było bardzo słabo… Same Carlo Rossi i Turning Leaf. W Starwines pusto, w Winkolekcji tylko Ridge za 220 PLN… W ostatniej chwili jeszcze weszliśmy do Winecorner i tam znaleźliśmy jedną pozycję – Chardonnay Napa Valley 2009, The Hess Collection . Wino można kupić w wielu miejscach, importuje je Sommelier – cena w okolicach 120 PLN. Nie jest tanio (w USA kosztuje 22 USD), ale Hess zawsze produkował wina dobrej jakości, więc zaryzykowaliśmy i nawet jego wiek nas nie przestraszył. Szwajcar Donald Hess – właściciel tej marki (jak i wielu innych z Argentyny, RPA a także do niedawna Petera Lehmanna z Australii) to znany kolekcjoner sztuki nowoczesnej. W 3 winnicach są już otwarte muzea, które prezentują zbiory Donalda. Czwarte powstaje. Udostępnione są bezpłatnie dla zwiedzających. Jednym z artystów bardzo cenionych przez Hessa, jest Magdalena Abakanowicz, której prace znajdują się w jego kolekcji.

Chardonnay Napa Valley 2009, The Hess Collection – winifikacja częściowo przebiega w nowych barriques, potem też część podlega powtórnej fermentacji i battonage. Strona importera mówi jeszcze że dojrzewanie też w małej beczce – 18% nowej. Kolor złoty z zielonymi refleksami – bardzo ładny. Gęste, oleiste. Nos z początku bardzo winogronowy. Później pojawia się dużo słodkich i tostowych nut. Nie jest zbyt wybujały. Jest elegancki i kulturalny. Bardzo dobry. Usta już bardzo dojrzałe, lekko ewoluowane. Trochę delikatnie słonawych nut. Karmelowy, całkiem długi finisz. Świetna równowaga. Na drugi dzień w nosie dużo nut naftowych z dodatkiem cytryny. Usta za to z przewagą toffi i nut beczkowych. Długa końcówka. Świetne, bardzo kulturalne. 91/100

Jeszcze przed kupnem wina zdecydowaliśmy się przygotować kanapki z grillowanym kurczakiem i mango – jako proste danie do Chardonnay. Potem się okazało, że luksusowe wino podajemy do w sumie prostego jedzenia. Ale po kolei 🙂 Piersi kurczaka kroimy pod skosem na trzy części i rozbijamy przez folię do żywności na kotlety. Robimy to z jednej strony układając mięso zewnętrzną stroną na desce. Kurczaka przyprawiamy słodką papryką, posiekanym świeżym rozmarynem oraz solą i pieprzem. W tym czasie przygotowujemy sos a’la “tysiąca wysp”. Do majonezu dodajemy sok pomarańczowy i mieszamy na gładką masę. Proporcje dowolne – do smaku i ulubionej konsystencji. Dojrzałe mango obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Możemy to samo zrobić z awokado, jeśli chcemy jeszcze dołożyć inny smak. Bułki przekrawamy na pół grillujemy chwilę od środka. Teraz wkładamy kurczaka na grill i smażymy kilka minut z obu stron, aż będzie zrobiony, ale wilgotny. Spód bułki smarujemy sosem, układamy kilka listków sałaty lodowej (smarujemy jeszcze sosem, jeśli jest taka potrzeba). Na sałacie kładziemy kurczaka, na niego mango (lub opcjonalnie też awokado) i przykrywamy drugim kawałkiem bułki. Serwujemy od razu. Fajna rzecz na letni lunch na tarasie.

Chardonnay Napa Valley 2009, The Hess Collection było trochę za poważne, może zbyt intensywne (pomimo swojej elegancji solo) i zbyt skomplikowane. Generalnie nie było źle, ale wolelibyśmy prostsze Chardonnay w tym połączeniu.

Jest jakaś dziura na rynku w kontekście Kalifornii. Albo tanio i słabo, albo wchodzimy w wysokie rejestry cenowe. Z uwagą przeczytamy wpisy innych Wtorkowiczów – może ktoś znalazł dobrą butelkę w rozsądnej cenie!

Linki tutaj:

:-)

Do następnego!

A&W