Starsze wina z Rioja od Faustino + duszone poliki wołowe

Dziś trochę o winach z Rioja, a właściwie to będzie bardziej historia jednej butelki. Historycznie region kojarzony jest jako bardzo tradycyjny i raczej skostniały. Kultywuje hierarchę win opartą na podstawie długości dojrzewania w 225 litrowych beczkach – tradycyjnie z amerykańskiego dębu. Joven/Roble, Crianza, Reserva i Gran Reserva to są stopnie piramidy apelacji w Rioja. Dobrze jednak wiemy, że długość starzenia w  beczce i potem w butelce nie stanowi o jakości wina, a jednak wciąż te kategorie są mocno zakorzenione. Nowe trendy jednak już się bardzo „rozpychają”. Więcej win powstaje na bazie czystej Garnachy (szczególnie z południowej części regionu – Oriental – takie jak np. La Montesa od Palacios Remondo), trochę producentów wypuszcza wina pod nazwą Rioja DOC bez jakiegokolwiek oznaczenia długości starzenia, a część korzysta z nowego prawa pozwalającego na określenie na butelce subregionu, wioski czy pojedynczej parceli. Bardzo dobrze – należy wpuścić świeże powietrze nad Ebro bo jest już trochę nudno. Ale ale – ja dziś właśnie przynudzę!

Zajmijmy się zatem „dziaderskimi” tradycyjnymi Riojami, które dziś przetestujemy. Butelki pochodzą od jednego z największych producentów – Bodegas Faustino. W skrócie – 150 lat tradycji, rodzinna firma od pokoleń, 650 ha winnic w różnych subregionach Rioja, uprawa – głównie Tempranillo plus Graciano, Mazuelo i Viura. Wina nazywane Faustino z numerkami (im niższa półka tym wyższy numerek) z charakterystycznym portretem holenderskiego marszanta Nicolaesa Van Bambeeck’a pędzla Rembrandta, możecie zobaczyć na prawie każdej winnej półce na świecie. Firma mocno postawiła na eksport i rozpoznawalność marki a także na zrównoważoną uprawę. A co z jakością? Najniższe numerki to nie oszukujmy się – wina bankietowe, grillowe i na domówkę, V już naprawdę daje radę a ja przetestowałem „lotniskową” Reserve i flagowca I-jedynkę – Gran Reservę.  

Faustino I Gran Reserva Rioja DOC – pierwszym rocznikiem był 1958 –  został wypuszczony na rynek w 1964 roku. Wina produkowane są tylko najlepszych latach i długo leżakują w butelkach (specjalnie pokrytych matową żywicą aby nie przepuszczać światła). Produkcja jest imponująca – 76 mln butelek sprzedano w ostatnich 50 latach. Ta etykieta stanowi 30% wszystkich Gran Reserva dostęnych na całym świecie. Blend Tempranillo z małym dodatkiem Graciano i Mazuealo. Dojrzewa 26 miesięcy w amerykańskim i francuskim dębie a potem w butelce. 2008 był aktualnym rocznikiem w 2018, a dziś jest nim 2010 – czyli zwykle wino przed wypuszczeniem na rynek leżakuje 10+  lat w butelce. Czy tak masowy produkt, ale jednak powstający u niezłego producenta może być coś wart dla nas konsumentów? Czy jest wart 17 EUR? Sam byłem bardzo ciekawy wyciągając po 4 latach tę butelkę z mojej lodówki.

Ceglany kolor o średniej intensywności, przezroczysty z jasnym brzegiem – bardzo ładny. Nos cały czas z owocem – śliwka, czereśnia, wiśnia, jagoda. Też trochę owoców z patelni (truskawek). Przechodzimy do nut pikantnych – cynamonowo-kardamonowych, przez tytoń aż do aromatów skórzanych. Duża intensywność. W ustach wysoka kwasowość i średni poziom, dosyć miękkich świetne zintegrowanych tanin. Czereśnie, śliwki i trochę pieczonego owocu. Przyprawy – cynamon i goździki. Długi finisz z nutami pikantnymi i skórzanymi. Całkiem średniej budowy, ale pełne smaku. Świetny balans pomiędzy ciągle funkcjonującym owocem a nutami drugo i trzeciorzędowymi. 93/100 Świetne. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak powinna starzeć się Gran Reserva w butelce. A nie chce jej trzymać 10 lat w domowej piwniczce to bardzo polecam. Kupcie i wypijcie od razu. W końcu ideą producenta jest żeby wino było gotowe gdy jest na rynku. W Polsce jest dostępne za około 150 PLN, chyba że sprowadzicie z Niemiec z Vinello za około 85 PLN przy większym zamówieniu.

Zachęcony tą degustacją wracając z Hiszpanii nabyłem „ekskluzywną lotniskową” etykietę – Traveler Retail Exclusive Reserva Rioja DOC 2014. Na stronie producenta nie ma opisu tego wina jednak mniemam że jest dokładnie zgodna z przepisami, czyli wino dojrzewa w beczkach 225 litrowych przez minimum 12 miesięcy (całkowite dojrzewanie beczka plus min 6m butelka to 36 miesięcy – o to się jednak nie martwmy bo 2014 to aktualny rocznik). A w kieliszku? Rubinowo-purpurowy kolor o średniej intensywności. Przezroczyste z jasnym brzegiem. Ceglane refleksy. Nos owocowy – truskawki, czereśnie, śliwki. Przyprawy – cynamon, goździki, nuty kokosowe i wanilii. Mocny i lekko słodkawy. Usta o średniej (+) kwasowości. Drobna, dojrzała, świetnie ułożona tanina. Bardzo dojrzałe czereśnie i wiśnie, dojrzałe truskawki plus trochę powideł śliwkowych z dodatkiem cynamonu i kardamonu. Długa końcówka z nutami kawy i ciemnej czekolady. Całkiem, świeże, mocne i żwawe. Bardzo dobre. 91/100 Wino dostępne na hiszpańskich lotniskach w cenie 13 EUR. Jest wyraźna różnica pomiędzy tymi butelkami – tu jest młodziej, mocniej, gęściej i troszkę prościej – ale to też bardzo udana Rioja. Bardziej gastronomiczna z uwagi na mocniejszy owoc. Ja postanowiłem sparować ją z klasyką północnej Hiszpanii – policzkami wołowymi duszonymi w czerwonym winie. A że już robi się chłodno to takie danie sprawdzi się na jesienne i zimowe wieczory znakomicie.

Policzki wołowe oczyszczamy z błon i kroimy w duże kawałki. Wkładamy do miski wraz z posiekanymi marchewką, cebulą, selerem naciowym, ząbkami czosnku, gałązkami tymianku, ziarenkami czarnego pieprzu i liściem laurowym. Zalewamy butelką czerwonego wina. Dobrze jest użyć Rioja. Ja jednak używam budżetowych, pełnych win z Toro lub z Ribery del Duero – dostaniecie w sieciach marketowych (np. Lidl). Wstawiamy mięso do lodówki i zostawimy aby marynowało się przez noc. Odcedzamy mięso i warzywa z marynaty (zachowując wszystko łącznie z płynem) i osuszamy. Doprawiamy solą i pieprzem. Na patelni lub też w garnku żeliwnym (w którym potem będziemy gotować danie) rozgrzewamy oliwę z oliwek i obsmażamy wołowinę. Zróbmy to partiami aby mięso nie puściło płynów. Wyciągamy mięso, zlewamy większość oliwy i podsmażamy warzywa przez około 15 minut aż zmiękną. Jeśli robimy to na patelni to przekładamy warzywa do garnka z mięsem (w którym będziemy gotować danie) a jeśli smażymy w docelowym garnku to wkładamy mięso do warzyw. Zalewamy winem z marynaty. Dopełniamy bulionem wołowym (ok 200 ml) aby przykryć dokładnie mięso. Mieszamy. Przykrywamy, zagotowujemy i obniżamy ogień i gotujemy około 2,5-3,5 godziny aż mięso będzie bardzo miękkie. W połowie gotowania możemy zdjąć pokrywkę aby redukować sos. Podajemy policzki z puree kalafiorowym lub ziemniaczanym (może być z dodatkiem kalafiora) z warzywami i sosem.

Taki pairing to ja rozumiem – moc, owoc, kwas, nawet tanina zaczyna pracować. Świetne połączenie. Sądzę że dużo win z Rioja z dobrze zintegrowaną beczką (z kategorii Crianza/Reserva) sprawdzi się w tym zestawie. Sprawdźcie sami😊

Do następnego!

W.