Wakacje 2018: Piran

Jak pewnie zauważyliście, już dawno przeszliśmy z formy winno/kulinarnej na bardziej podróżniczą i wakacyjną. I dobrze, bo co miało być w życiu ugotowane już chyba zostało, co wypite to zawsze się z Wami podzielimy, ale doświadczenia wakacyjno-wypadowe zawsze można przekazać. Najwyżej nie skorzystacie. Już kiedyś (w 2013 roku) popełniliśmy słoweński odcinek z Piranu. Dziś czas na powrót i zmierzenie się z przeszłością. Słowenia kusi. Słowiański mały kraj, na wskroś zachodni – Europa. Tak wyobrażaliśmy sobie wiele lat temu Polskę w sercu EU, niestety trochę się teraz pochrzaniło, ale nie tracimy nadziei. A tu oprócz super otwartości, mamy wszystko, czego możemy chcieć – Adriatyk, Alpy Julijskie, jeziora. My wybieramy Adriatyk. Krystalicznie czysta woda, z reguły dobra pogoda, świetne wino i tylko ceny niestety niebezpiecznie kierują się ku włoskim standardom. Tak czy owak, Piran to znakomite miejsce na wypoczynek – czy to dla pary kochanków czy rodziców z dziećmi (jedno nie wyklucza drugiego!). Port, piękny plac, promenada, stare mury zamkowe, z których rozlega się fenomenalny widok na miasto, no i kościół Świętego Jerzego z wieżą, pamiętającą weneckie czasy. Wąskie uliczki, pranie wiszące pomiędzy oknami, małe mieszkanka na parterze, imprezy rodzinne na mikropodówórkach – fantastycznie!

Po przyjeździe kierujemy się na zakupy. Mamy na starym mieście dwa markety Mercator – dobrze zaopatrzone, ale zapomnijcie o dobrym winie. Jest tam raczej masówka. Choć w sąsiednim mieście Koper mają lepszy wybór. Myśmy degustowali słabego Modrego Pinota od Kristancicia (kapusta z truskawką i farbą olejną), niezłego musiaka – Zlata Radgonska Penina Brut (trochę zbyt słodkiego i szybko wygazowującego się, ale trzymał poziom, tylko cena 16 EUR kompletnie bez sensu, gdyż za tyle można już mieć Franciacorte), no i klasykę Sauvignon od Jeruzalem Ormoż – agrest z geranium i pokrzywą w nosie; niestety, krótkie i wodniste.  Natomiast całą resztę potrzebnych do życia produktów w Mercatorze spokojnie znajdziecie. W szczególności fantastyczną wodę mineralną Radenska – 0,65 EUR za 1,5 l. Leciutko słoną, naturalnie gazowaną, rewelacyjną. Oczywiście, zawsze najlepiej skorzystać  z lokalnego targu i położonej obok piekarni, sklepu z rybami oraz rzeźnika i stoiska z serami, ale to tylko w wyznaczonych godzinach. Rybny czynny nawet w niedzielę!

Po zakupach kierujemy się na zasłużoną kolację do Kantiny na placu 1go Maja. Tylko ryby i owoce morza. Stoliki na zewnątrz. Dania zmawiamy samoobsługowo a napoje u kelnerek. Fenomenalne kalmary, dorada, małe rybki z głębokiego tłuszczu. Duży półmisek miksu morskich dobroci na 2-3 osoby w cenie 22 EUR. Do tego obowiązkowo ziemniaki z kardami i wino domowe za grosze. Warto!

 

Gdy jeszcze byłoby Wam mało atrakcji, polecamy drink bar Cafinho przy promenadzie. Całkiem duży wybór piw rzemieślniczych i wina. Tam degustowaliśmy znakomitego Sivi Pinota z winnicy Tilia. Mineralnego o potężnej strukturze, ale nie pozbawionego świeżego owocu. Znakomitego! (26 EUR w barze). U nas możecie go kupić w Whisky and Wine Place.  

A gdybyście jeszcze byli głodni i mało było Wam wina, to zawsze można wpaść na talerz wędlin do Cakoli przy ul. Partyzantów. Świetny wybór win a do tego najlepsze słoweńskie plasterki świnki z Krasu. 19 EUR giga talerz (plus ser plus pikle plus duży talerz bułki i lokalna oliwa extra vergine). Nie do przejedzenia. Tu warto wziąć butelkę dobrze zbudowanej słoweńskiej bieli. Myśmy pobrali z Vipavy od Baticia – niestety 28 EUR. Na koniec kieliszek lokalnego likieru od firmy gratis. 

A jak rano potrzebujecie zjeść coś pożywnego po „mocnym” wieczorze trzeba zjeść burka – my wybieramy z białym serem (choć z mięsem też jest dobry!). Każda piekarnia go robi – oj pomaga;)

Teraz będąc w Toskanii – uświadamiamy sobie, że tanie wakacje na słoweńskiej Istrii już dawno się skończyły. Wszystko jest na dużo wyższym poziomie niż 5 lat temu, ale ceny poszybowały mocno w górę i Włochy wydają się często tańszą opcją. Tylko piwo w knajpach ciągle po 3 EUR 😉

Do następnego!

A&W