Wakacje 2018: Bolzano

Na najbliższe podróżnicze odcinki skaczemy do Górnej Adygi. Zatrzymaliśmy się na dwa dni w stolicy regionu – Bolzano. To urocze, wciśnięte pomiędzy zbocza górskie, stutysięczne miasto jest też sercem regionu winiarskiego i apelacji Sudtirol-Alto Adige DOC. Winnice praktycznie wchodzą do miasta. O apelacji i regionie napiszemy więcej w kolejnym odcinku. Teraz rozgośćmy się w mieście.

W Bolzano czuć tyrolski klimat. Architektura budynków przypomina tę znaną z austriackich miasteczek. Więcej ludzi na ulicach rozmawia po niemiecku niż po włosku. No i pomimo winiarskiego charakteru prowincji w mieście znajduje się wiele piwiarni. To samo dotyczy kwestii kulinarnych. Możemy raczej zapomnieć o lekkiej włoskiej kuchni. Tu wchodzimy już w tyrolski konkret. Jest tłusto, ciężko i „kapuścianie”.

Najsłynniejszym produktem jest Speck czyli, dojrzewająca wędzona szynka. Nasolone (umiarkowanie solą morską) i doprawione mieszanką przypraw (czosnek, jałowiec, gałka muszkatołowa, liść laurowy), mięso jest sezonowane minimum 22 tygodnie (dla Alto Adige IGP) i w międzyczasie wędzone na zimno (max w 20C) przez tydzień po 2-3 godziny dziennie. Speck można starzeć dłużej np. 7 miesięcy. Nosi wtedy u niektórych producentów statut Gran Riservy. Szynki najlepiej dojrzewają w przewiewnych pomieszczeniach. Stare włoskie powiedzenie mówi że dobry Speck potrzebuje „mało soli, trochę dymu i dużo powietrza”. Do Specku przegryza się często twarde tyrolskie podpłomyki. Są to żytnie, twarde chlebki, zwykle doprawiane kminkiem, koprem włoskim i anyżem. Kiedyś wypiekano je 4-5 razy do roku stąd ich konsystencja i długowieczność.   Kolejnymi flagowymi produktami z Górnej Adygi są jabłka, kasztany jadalne oraz szparagi. My możemy zaproponować do dzisiejszego odcinka nasze połączenie Specku i jabłek pod postacią crostini. Na grzanki z kromek ciabatty kładziemy po plasterku Specku i po cienkim plasterku chrupkiego jabłka. Doprawiamy pieprzem i skrapiamy oliwą z oliwek extra vergine. Bardzo prosta historia, a na wielu spotkaniach towarzyskich świetnie się sprawdziła. Do tego kieliszek Prosecco, które lekką słodyczą połączy się z wędliną i jabłkiem, i udany początek imprezy gwarantowany.

Jeśli chodzi o typowe potrawy z Górnej Adygi to możemy wymienić klopsy ze Speckiem, ravioli z duszonymi jabłkami i Speckiem, wieprzowinę z borowikami, zupę z wina, gnocchi z kasztanowej mąki, knedle z morelami czy jabłkowy strudel. W kuchni Adygi spodziewajcie się też kapusty, kiełbasek, boczku i innych składników kojarzonych ze środkowoeuropejską „zimową” kuchnią. Wszystkich tych lokalnych przysmaków spróbujecie w klasycznej restauracji Wirtshaus Vogele przy ulicy Goethe’go 3. Choć w karcie królują tyrolskie, lokalne dania znajdziecie też polentę z grzybami czy lasagne. Jednak boczek z pieczonego wieprza z sosem, białą kapustą i smażonymi ziemniakami idealnie oddaje charakter lokalnej kuchni. Do tego obowiązkowo butelka tłustego i mocnego Pinot Grigio i mamy kolację skompletowaną. Jeśli nie przyjdzie się odpowiednio wcześniej to można mieć problem ze stolikiem. Rezerwujcie! Ceny w średnich „włoskich” rejestrach. Jednak należy zaznaczyć, że generalnie w Bolzano jest drożej niż Montalcino, Albie, czy liguryjskich miasteczkach.

Jeśli chcemy samemu przygotować sobie jedzenie w domu proponujemy odwiedzić wspaniały targ na Piazza delle Erbe. Warzywa, owoce, grzyby, wędliny, sery – głównie lokalne produkty. Do wyboru do koloru. Oprócz handlowców-pośredników wystawiają się też sami producenci. Wszystkiego można spróbować, porozmawiać, dowiedzieć się jak są wytwarzane te tradycyjne produkty. A gdy targ się zwinie zawsze zostaje nieźle zaopatrzony market DESPAR przy Via dei Bottai 29 (otwarty poniedziałek-sobota 08:30-19:30).

Wieczorem jak najbardziej warto odwiedzić lokalne Enoteki. Najlepiej skoczyć na Dr. J. Streiter Gasse, gdyż tam znajdują się aż trzy. Najpierw odwiedziliśmy Wineboutique Lisa pod numerem 22. Dosyć nowe miejsce. Dużo win na kieliszki. Proste zasady – cena z półki plus 6 EUR to koszt butelki na stół. Kieliszek to 1/5 tej ceny. Dobry wybór lokalnych win. W szczególności musiaków! Kompletnie odjechanych. No i zakręcona Lisa! Można podyskutować o zawartości kieliszków,  i dostać dobre rady co do następnych kolejek! Potem Enovit pod 30tką. Tam już trochę drożej! Korkowe to 7 EUR a cena wina z półki zaokrąglana jest do góry przed doliczeniem. Tu też „babski” serwis. I dobrze! Bo jakoś bardziej spokojnie i bez zadęcia. Profesjonalnie i miło. W Enovit jest więcej win z wyższej półki i z innych włoskich regionów. Ma bardziej przestronne wnętrze a mniej stolików na zewnątrz. Zaraz obok na Piazza delle Erbe 37 jest Banco 11. To już miejsce bardziej na turystycznym szlaku, czyli tłumnie odwiedzane. Nie usiedliśmy. Znowu kobieta za barem! To chyba znak rozpoznawczy winebarów w Bolzano. Świat wina jak widać wyprzedza inne dziedziny życia pod względem równouprawnienia. Tak trzymać! Jednak w Banco nie usiedliśmy. Po pierwsze nie było miejsca, po drugie było drogo a po trzecie zamykali w piątek o 20:30! Dwa poprzednie miejsca zamykały się o 21:00! Co za koszmar… podobno mieszkańcy nie pozwalają na dłuższe godziny urzędowania. Jak nieprawdziwa to była teza okazało się późnym wieczorem gdzie na sąsiednich ulicach kilkanaście barów i piwiarni otwartych było do białego rana… ot ironia, w sercu winiarskiego regionu po 21:00 nie napijecie się wina, ale nażłopać się piwa i hucznie się bawić nikt nie zabroni. Ciekawy paradoks. Do zapamiętania.

Jakie wina przywieźlibyśmy do Warszawy? Krótki opis, a właściwie wzmianki bo po opisy sięgniecie sobie do linków. Z bieli często szukamy trudnego do dostania w Polsce Kernera. Krzyżówki Schiavy i Rieslinga czyli szczepu który daje dosyć aromatyczne wina, trochę przypominające jednak Riesling ale z większym ciałem a mniejszą kwasowością.  I  tu trafiliśmy na Kerner Valle Isarco DOC 2017, Azienda Agricola Pacherhof. Wapienno brzoskwiniowy, mocny nos.  Usta o średniej (+) kwasowości. Owocowe – brzoskwinie i morele. Znowu mineralne wapienno-kredowe nuty się pojawiają. Średniej (+) długości, świeża końcówka. Dobre! 88/100  Cena: 15 EUR.

Jeśli chodzi o czerwień to degustowaliśmy tylko Pinot Nero, i możemy pakować takie butelki:

Pinot Nero Sudtirol-Alto Adige DOC 2016, Kellerei Kaltern – dojrzewanie 5 miesięcy w dużych beczkach. Nos świeży, truskawkowy, ale też pojawiają się nuty alkoholowe. Usta z dojrzalszym truskawkowo-malinowym owocem. Średni kwas. Lekka tanina. Przyjemne. 86/100 Cena: 11 EUR. U nas chyba bywa w centrum wina i pewnie koło 75 PLN.

Glener Pinot Nero Sudtirol-Alto Adige DOC 2016, Azienda Vinicola Castelfeder – 10 miesięcy barriques – i to czuć. W nosie gotowane truskawki i maliny z kapustą. Usta o wysokiej kwasowości plus bardzo dojrzałe owoce (truskawki, maliny, czereśnie). Tanina średnia i ułożona. Długi Finisz. Dobre, tylko trochę drogo – 17 EUR. 87/100

Bachgart Blauburgunder Sudtirol-Alto Adige DOC 2015, Weingut Klaus Lentsch – 20 miesięcy w dużych beczkach. Nos mocny owocowy, świeży z nutami ściółki leśnej i migdałów. Usta absolutnie świeże o średniej kwasowości. Fajna, całkiem spora tanina, ale elegancka. Świetna pijalności połączona z dobrą równowagą i głębią. Świetne. 89/100 Cena: 16 EUR.

A za tydzień jak nic nie wpadnie „z boku” będziemy pływać w południowo tyrolskiej bieli – czyli Pinot Grigio i Pinot Bianco rządzą!

Do następnego!

A&W