Vinho Verde, sardynki, krewetki…

Lato w pełni. Ciepła, leniwa sobota. Szczególnie dla kogoś, kto spóźnił się z kupnem biletów na AC/DC… Trzeba więc radzić sobie inaczej z wolnym czasem 😉 Wpadliśmy do restauracji Portucale (będącej przyczółkiem importera Atlantica) na degustacje Vinho Verde i porcję sardynek z grilla. Sardynki były znakomite, podane na gorącej pajdzie chleba z sałatą z pomidorami, oliwkami i czerwoną cebulą. Znakomite proste jedzenie. Do degustacji było chyba ponad 20 etykiet, część jednak jest powszechnie znanych (mają kilku importerów, dostępne są w marketach lub czasem w dyskontach), część jednak była dla nas nowością i to na nich skupiła się nasza uwaga. Nie będziemy opisywać wszystkich – a tylko te, które nam się podobały. Jeśli chodzi o te bardziej popularne i znane to Vinho Verde 2014,Quinta de Lourosa dostępne w Leclercu za 19 PLN. Pomimo świeżości papierówek, raczej średnie i bez historii 81/100. Atlantica ma w ofercie 2013 i do tego drożej. Skupmy się więc na tym, czego nie widzieliśmy gdzie indziej.

Z niższej półki (ciągle jednak 33 PLN…. ) udało nam się spróbować bardzo porządnej etykiety – Famega Vinho Verde N.V., Caves da Cerca . To blend Loureiro, Arinto i Azal. Kolor bardzo jasny z zielonkawymi refleksami. Rzadkie i wolne bąbelki. Nos jabłkowo-cytrynowy, lekko słodkawy. Wyraźny i świeży. Usta wydają się krystaliczne. Leciutkie bąbelki przyjemnie muskają podniebienie. Później dochodzą słodsze, jabłkowe nuty. Świetny balans kwasowości ze słodyczą. Średniej długości, orzeźwiająca końcówka. W tym winie dzieje się dużo więcej niż w niejednym Verde! 86/100. Przyjemna rzecz.

Z droższych win urzekło nas kompletnie Alvarinho Vinho Verde Moncao e Melgaco 2014, Quinta do Soalheiro . W Minho Alvarinho uprawia się głownie w okolicach Moncao, czyli już pod sama granicą z Hiszpanią i słynnego z Albarino regionu Rias Baixas. Nie porównujemy tej butelki z pozostałymi etykietami Verde. To też produkt z tego regionu, a jednak kompletnie inna rzecz. Poważne wino. Joao Antonio Cardeira z winnicy Soalheiro zasadził pierwsze krzewy Alvarinho w Melgaco w 1974 roku i wyprodukował pierwsze wino w 1982. Te pionierskie sukcesy poprowadziły innych winiarzy do produkcji Alvarinho w tym regionie. Alvarinho Vinho Verde Moncao e Melgaco 2014, Quinta do Soalheiro strasznie spodobało nam się na degustacji – więc nabyliśmy butelkę do domu (80 PLN), aby zdegustować sobie następnego dnia na spokojnie i dopasować danie. Kolor jasno złoty – bardzo ładny. Spodobał nam się bardzo aromatyczny, mocny nos- zapach niedojrzałych brzoskwiń typu “ufo” i białych porzeczek z nutami kwiatowymi. Usta również intensywne i wyraziste. Nuty cytrynowe w pierwszym smaku. Końcówka złożona, lekko słodkawa, przełamana coraz mocniejszą kwasowością z charakternym, gorzkawym akcentem. Świeże, ale z drugiej strony dosyć pełne, no i zdecydowanie eleganckie. 89/100 Znakomite. Wyższa i droższa etykieta tego producenta do produkcji której zbiera się grona ze starych krzewów i częściowo ma kontakt z beczką już nam się tak nie podobała.

Do Alvarinho Vinho Verde Moncao e Melgaco 2014, Quinta do Soalheiro wymyśleliśmy sobie owoce morza. Udało nam się kupić ładne surowe krewetki o rozmiarze 16-20, a że ostatnio eksperymentujemy z różnymi daniami z kuskusem czy kaszami to połączyliśmy te dwa projekty w jeden. Przygotowaliśmy uproszczoną wersję sycylijskiego kuskusu z krewetkami . Do gorącego bulionu rybnego lub warzywnego dodajemy liść laurowy i koncentrat pomidorowy. Mieszamy. Wsypujemy kuskus do miski i zalewamy płynem na “jeden palec”. Odstawiamy i czekamy, gdy makaron wchłonie płyn. Na patelni, na oliwie z oliwek podsmażamy przez kilka minut posiekaną drobno cebulę. Następnie wkładamy na patelnie obrane wcześniej ogony krewetek i smażymy około 1 minuty, aż staną się różowe (możemy trochę dłużej ale trzeba uważać żeby ich nie “przeciągnąć”). Na patelnię dodajemy kuskus. Doprawiamy gałką muszkatołową, solą oraz białym pieprzem i mieszamy. Podajemy posypane drobno posiekaną natką pietruszki.

Alvarinho Vinho Verde Moncao e Melgaco 2014, Quinta do Soalheiro przy kuskusie z krewetkami łagodnieje. Robi się słodkawe, “duże” i nieźle gra z pomidorowym kuskusem. W miarę jedzenia okazuje się, że nie gubi po drodze też kwasowości. Połączenie udane 4/5 🙂 Tanio nie było, ale niedzielna kolacja bardzo udana!

Do następnego!

A&W