Szparagi na białej pizzy

Dziś znowu przerwa w relacji z Valpolicelli, gdyż chcemy jeszcze skorzystać ze szparagowego sezonu. Ostatnio kupiliśmy książkę autorstwa właściciela restauracji Polpo z Londynu – Russella Normana, w której zamieścił swoje ulubione dania kuchni weneckiej. Potrawy z tego regionu dominują w karcie. Pozycja nie zawiera jakiś przełomowych informacji, czy nowatorskiego potraktowania tradycyjnych przepisów, ale jest profesjonalnie napisana i zawiera wiele dobrych wskazówek. Jeśli ktoś nie znał tradycyjnej kuchni Veneto, to jest to bardzo dobre kompendium wiedzy na ten temat. Każdy przepis opatrzony jest ciekawym komentarzem autora. Książka jest bardzo efektownie wydana – ciekawostką jest to, że twarda okładka pozbawiona jest grzbietu, przez co świetnie się rozkłada i nie niszczy, gdy korzystamy z niej w kuchni. Najwięcej miejsca zajmują w niej przekąski/antipasti, placki, kanapki, sałaty, a najmniej jest konkretnych dań drugich czy to z ryb czy mięsnych. To też ciekawy pomysł na wydawnictwo.

Przygotowaliśmy białą pizzę z zielonymi szparagami i speckiem . Najpierw przygotowujemy ciasto na pizzę . W czasie gdy rośnie myjemy szparagi i delikatnie łamiemy – automatycznie pękają w miejscu gdzie kończy się bardziej zdrewniała część. Możemy zachować te końcówki jeśli planujemy przygotować risotto . Szparagi gotujemy 2-3 minuty w zależności od grubości i schładzamy zimną wodą. Osuszamy i kroimy pod kątem na trzy części. Piekarnik rozgrzewamy do maksymalnej temperatury 230-240C. Ścieramy twardą mozzarelle, kroimy lub rozrywamy palcami na malutkie kawałki taleggio. Ciasto rozwałkowujemy bardzo cienko, posypujemy je w miarę równomiernie dwoma gatunkami sera i układamy na nim szparagi. Pieczemy 6-8 minut w zależności od temperatury i grubości ciasta. Po wyjęciu pizzy, układamy na niej plasterki specku doprawiamy pieprzem i oliwą extra vergine. Świetny lunch czy przekąska. Sprawdza się też przy okazji biesiadowania z dziećmi, gdyż nie musimy po posiłku liczyć plam po sosie pomidorowym 🙂

Placki piekliśmy w w/end i nie mieliśmy najmniejszej ochoty jeździć i szukać wina. Raczej zależało nam, aby po spacerze posiedzieć na balkonie z pizzą i kieliszkiem czegoś chłodnego z naszej lodówki. Szparagi lubią Sauvignon, a że mieliśmy przywiezione z Cormons w 2014 roku Sauvignon Friuli Colli Orientali DOC 2013, Livio Felluga , które jak pamiętamy dodatkowo jeszcze miało gęściejszą, słodszą końcówkę to uznaliśmy ze sprawdzimy je z biała pizzą.

Livio Felluga to mocne nazwisko w kręgu friuliańskich winiarzy (choć tam co drugi to gigant). Urodzony w 1914 na Istrii ,czyli na terenie Austro-Wegier, gdzie już wtedy rodzice uprawiali Refosco i Malvazije przeżył pierwszą wojnę światową i zamieszkał później z rodziną w nowych Włoszech w okolicach Grado. Następnie podczas II wojny walczył w Afryce, a po zwolnieniu z obozu jenieckiego wrócił do Włoch, gdzie w końcu osiedlił się w okolicach Cormons. Tam też kupił swoje pierwsze parcele, które do dziś są jednymi z najlepszych w regionie. My głównie podążamy za jego winami białymi i stąd omawiana butelka w naszej kolekcji. To Sauvignon było winifikowane w stali, potem dojrzewało w stalowych kadziach na osadzie przez 6 miesięcy a potem jeszcze 2 miesiące w butelce przed wypuszczeniem na rynek. Samo wino zmieniło się trochę przez te półtora roku, jednak nie aż tak bardzo jak myśleliśmy. Jaśniutki kolor z zielonkawym połyskiem. Nos mocny, wytrawny z dużą ilością nut geranium, cytryny z dodatkiem “kocich” aromatów. W ustach niezła kwasowość. Dużo nut ziołowych. Średniej długości, słodkawy finisz. Może trochę ciut więcej koncentracji by się przydało. 87/100 W Polsce importerem jest Wine4you i oferuje je w dosyć kosmicznej cenie 143 PLN, podczas gdy jest ono dostępne we Włoszech za około 13-15 EUR. I generalnie ta włoska cena ma głęboki sens.

Do białej pizzy ze szparagami i speckiem stało się pełniejsze, ale równocześnie przyjemnie odświeżało. Dawało też fajny. pikantny posmak. Takie ziołowe sauvignon (nie cytrusowe) czy też Gruner Veltliner wydają się być niezłym partnerem tego prostego dania.

A za tydzień kolejna porcja wrażeń z Valpolicelli!

A&W