Sezonowo: Pappardelle z bobem i salsiccią

Dziś szybki odcinek sezonowy. Nie mogłem sobie odmówić młodego bobu! Bardzo go lubię! W szczególności ten krótko gotowany, stawiający lekki opór zębom. Piękny i intensywnie zielony, jest zarówno efektownym dodatkiem, jaki istotnym składnikiem wielu dań. U mnie był już częścią przystawki z tuńczykiem, bruschetty z ricottą i miętą, dodatkiem do burraty czy risotto. Warto eksperymentować i uwzględniać go w daniach a nie tylko z przyjemnością chrupać w pracy czy wieczorem do filmu:) Im bób starszy tym dłużej go gotujemy. Od dosłownie 4-5 minut gdy jest młody do około 10 minut jeśli trafi nam się jakiś emeryt. Ja czasem ten bardzo młody gotuję jeszcze krócej – ale to już jest sprawa indywidualna.

A co dziś nowego z bobem? Makaron! Sympatyczne i proste pappardelle ze słodkawo-korzenną salsiccią (włoska surową kiełbasą wieprzową), białym winem i tymiankiem. A jak jest wieprzowina i makaron to na myśli przychodzi mi Friulano! Wygrzebałem przywiezioną w zeszłym roku butelkę z winnicy Sturm.  Szerzej o winach z tego szczepu pisałem przy okazji wizyty w Cormons. A dziś próbuje po roku to samo wino które degustowałem w stolicy friulańskiego winiarstwa. Zobaczymy jak się rozwinęło! Zaczynamy!

Bób wrzucamy na wrzątek i gotujemy około 1 minuty. Odcedzamy, przelewamy zimną wodą i obieramy. Salsiccię (surową, przyprawioną na lekko słodko, często z dodatkiem kopru, wieprzową kiełbasę) obieramy z jelitowej osłonki i dzielimy palcami na mniejsze kawałki (wielkości dużego orzecha laskowego – może trochę większe) i smażymy z dodatkiem świeżego tymianku, na niewielkiej ilości oliwy z oliwek, na średnim (+) ogniu, mieszając, około 4 minut. Dodajemy wino i bób, zwiększamy ogień i redukujemy, aż sos będzie dosyć gęsty albo płynu mało. W międzyczasie gotujemy makaron. Odcedzamy i łączymy na patelni z sosem. Jeśli uznacie za konieczne możecie dolać klika łyżek wody z gotowania makaronu. Mieszamy, doprawiamy solą pieprzem oraz jeszcze raz dorzucamy listki świeżego tymianku. Wykładamy na talerze i posypujemy tartym Grana Padano albo Parmezanem.

Moją parą do pappardelle z bobem i salsiccią jest Friulano Bio Collio DOP 2018, Sturm. Mamy tu fermentację na skórkach około tygodnia a potem wino leżakuje na osadzie około 6 miesięcy. Średniej intensywności cytrynowy kolor. Czysty i błyszczący. Piękny. W nosie dużo rumianku, szałwii i polnych kwiatów. Takie trochę aromaty zielnika i apteki (świeżo otwarta paczka z bandażem) a także nut skalistych. W ustach porządna, wysoka kwasowość, duża intensywność smaku, ale średnie ciało. Jest cytrynowo-pomarańczowo-brzoskwiniowy owoc, podkręcony mineralną słonością. Ale nie ma go za wiele.  Jest fajnie tłustawe i oleiste w kontekście struktury, ale twardawe. Długa i mocna końcówka. Świetne wino! Równowaga, struktura, finisz – wszystko siedzi! Znakomite! 91/100 cena: 20 EUR. 

To jest wybitnie kulinarne wino z uwagi na dużą kwasowość i dyskretny owoc a także strukturę która pociągnie spokojnie białe mięso. W szczególności wieprzowinę. Z pappardelle z bobem i salsiccią wypadło imponująco. Kwasowość tnie tłustość kiełbaski a ziołowość daje sobie radę z jej przyprawową nutą. Dodatkowo mineralność gra z mącznością i słodyczą bobu. Jest łagodnie i spójnie. Świetnie! Win od Sturm’a nie widziałem w Polsce, ale dużo importerów ma swojej ofercie Friulano od innych producentów więc można poeksperymentować!

Wróciłem więc w domu do Friulli i powiem szczerze, że ten rok w lodówce dobrze posłużył biologicznemu Friulano od Sturma. Naturalnie straciło trochę owocu, ale rozwinęło się mocno w ziołową stronę a kwasowość jeszcze bardziej się uwypukliła. Jest jeszcze trochę życia przed nim jeśli znajdzie zimny, ciemny kącik. Ja już niestety nie mam kolejnej butelki, czego szczerze żałuję!

Do następnego!

W