Sezon na śliwki: kacza pierś plus Pinot z Nowej Zelandii

Trzeba zrobić chwilę przerwy w podróżniczych odcinkach, bo jesień ma swoje prawa i trzeba korzystać z sezonowych produktów zanim się nie skończą. Dziś cieszymy się śliwkową końcówką i proponujemy kolejną wariacją na temat kaczki w sosie na bazie śliwek. Czysto śliwkowy prezentowaliśmy już jakiś czas temu, a dziś zrobimy kaczą pierś z sosem śliwkowo-wiśniowym. Do niej otwieramy nowozelandzkiego Pinota z Central Otago.  

Danie przygotowujemy na jednej patelni (nie licząc dodatków jakie chcecie podać). Skórę na kaczych piersiach nacinamy „w kratkę” i nacieramy solą  i trochę pieprzem. Smażymy na suchej patelni od strony skóry kilkanaście minut. Najpierw na mocniejszym ogniu potem na mniejszym aby jej nie przypalić. Tak smażymy, w zależności od wielkości i pożądanego poziomu różowości piersi 13-16 minut. Zlewamy nadmiar tłuszczu. Przekręcamy piersi na drugą stronę i smażymy jeszcze 1-2 minuty. Można alternatywnie obsmażyć kaczkę na patelni i włożyć patelnię do piekarnika na jakieś 10 minut. My wolimy naszą metodę. Zdejmujemy kaczkę z patelni, owijamy w folie aluminiową i pozostawiamy aby odpoczęła do mementu kiedy nie skończymy przygotowywać sos. 

Na tłuszczu wytopionym z kaczki (pozostałym na patelni) smażymy śliwki pokrojone w ósemki, aż się zbrązowią, ale nie rozpadną. Przekładamy na talerz. Deglazujemy patelnię octem sherry i zeskrobujemy dno aby połączyć smaki. Gotujemy aż do momentu gdy ocet zredukuje się o połowę. Dodajemy dobrej jakości dżem wiśniowy (najlepiej 100% owoców) i sok z pomarańczy. Mieszamy i redukujemy aż otrzymamy konsystencję syropu. Dodajemy śliwki oraz soki które wydzieliły się z kaczej piersi podczas jej odpoczynku w folii. Mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem. Piersi kroimy w plastry i polewamy sosem. My podaliśmy danie z podsmażonymi ziemniakami. Bataty tez by się sprawdziły.  

Centarl Otago to najbardziej na południe położony region w Nowej Zelandii. Leży u podnóży alp południowych. Charakteryzuje się, w odróżnieniu od innych w Nowej Zelandii, kontynentalnym klimatem. Duża różnica temperatur  pomiędzy dniem i nocą sprzyja utrzymaniu dobrej kwasowości w gronach. Jednak z drugiej strony duże nasłonecznienie powoduje że wina mają więcej ciała, soczystego owocu i alkoholu. Gros upraw to Pinot Noir. Nasza butelka to Eight Point Pinot Noir Central Otago 2014, Invivo. Firma nie chwali się marką Eight Point na swojej stronie internetowej. Jednak wiemy, że to oni stoją za tym winem. W Polsce importerem jest Starwines. Za wino zapłaciliśmy 89 PLN. No niestety Pinoty z Nowej Zelandii tanie nie są.

Degustujemy. Dosyć ciemny, „brudny” truskawkowy kolor. Jaśniejszy brzeg. W nosie z początku dużo dymu i goździków. Pojawia się też więdnący już owoc (mamy rocznik 2014) – przejrzałe truskawki, jakieś maliny i śliwki z patelni. Dosyć typowy. Usta o wysokiej kwasowości. Dosyć żywe, świeże, zaskakująco całkiem lekko-średniej budowy. Mało owocu więcej goździków i innych przypraw. Łagodna tanina. Lekki, średni (+) finisz. Fajnie wtopione 14% alkoholu. W ogóle nie czuć go w ustach. Dobre! 88/100 Choć można by trochę urwać z ceny.  

W połączeniu z piersią kaczki w sosie śliwkowo-wiśniowym Pinot wypadł znakomicie. Pikantnie i przyprawowo. Kwasowość ogarnęła lekko-krwistą kaczkę, a „patelniowy owoc” zgrał się z sosem. Dla nas matching 5/5.

Za tydzień pewnie znowu powrót do Toskanii… chyba że jakieś grzybobranie się po drodze trafi:)

Do następnego!

A&W