Quick and easy: Tagliatelle z krewetkami i czerwonym pesto

Dziś znowu makaron… Niestety, jakoś ostatnio bardzo mało czasu w tygodniu zostaje, a ostatnie w/endy mieliśmy zajęte, więc odświeżamy nasz prehistoryczny, a właściwie pre-winniczkowy przepis. To trochę jak Bruce Dickinson na koncertach Iron Maiden zapowiada numery z pierwszych płyt – “this one is from jurassic period!” 🙂 Ten przepis to znowu Quick&Easy, co prawda może być bardziej albo może być trochę mniej w zależności od ambicji;) Dziś tagliatelle z krewetkami i pesto z suszonych pomidorów . No i właśnie tu jest cała sprawa. Pesto można zrobić samemu, nawet dzień wcześniej. Miksujemy zblanszowane i obrane ze skórki migdały z suszonymi pomidorami, oliwą z oliwek, szczyptą soli i ostrego chilli. W zależności od słodyczy pomidorów można je jeszcze dosłodzić cukrem pudrem. Można też dodać trochę świeżej bazylii. Nie podajemy proporcji – nam za każdym razem wychodzi inaczej. Gdy nie chcemy żeby było bardzo tłuste, zmniejszamy ilość oliwy i dodajemy trochę wody. Jak jesteśmy zaganiani, to naprawdę raz możemy sobie odpuścić i kupić w słoiczku… W tym przypadku działa niestety zasada – im droższe tym lepsze – mniej wypełniaczy (dziwnych “żółtych serów”) i chemii. I tu mamy wersję bardziej Q&E. Jak już mamy pesto, to cała reszta wydaje się dziecinnie prosta.

Kroimy czosnek w cieniutkie plasterki i smażymy go na bardzo małej ilości oliwy z oliwek na małym ogniu, aby się zeszklił. Mała ilość oliwy jest bardzo ważna, gdyż pesto jest tłuste, a chcemy uniknąć oddzielania się tłuszczu w sosie. Dorzucamy gotowane koktajlowe (lub trochę większe) krewetki, podgrzewamy jeszcze kilka chwil z czosnkiem i następnie dodajemy czerwone pesto. Mieszamy i dodajemy śmietankę. Mieszamy, gotujemy przez chwilę. Doprawiamy ostrym suszonym chilli. Możecie też zamiast zeszklić świeże chilli razem z czosnkiem w pierwszej fazie przygotowywania sosu – pełna dowolność. Ugotowane al’dente tagliatelle przekładamy na patelnię, mieszamy i wykładamy na talerze.

Najlepiej jest używać mniejszych, już ugotowanych krewetek, gdyż nie trzeba ich smażyć, a jedynie podgrzać, więc oliwy na patelni może być mniej. Dodatkowo, łatwiej je zjeść z makaronem niż te duże. Jeśli jednak macie większe, surowe (takie jak na zdjęciach – wtedy tylko takie mieliśmy w lodówce) to po dosłownie 2 minutowym smażeniu, jak tylko staną się różowe, odlejcie nadmiar tłuszczu z patelni (przed dodaniem pesto).

Jeżeli chodzi o wino, nam pasuje do tagliatelle z krewetkami i czerwonym pesto lekko beczkowe Chardonnay. Delikatnie maślany i słodkawy smak zgra się ze śmietanowym sosem, a powinno być na tyle świeże, żeby ugasić pragnienie po ostrości chilli. Ponieważ ostatnio nie przygotowywaliśmy tego dania, to nie mamy w pamięci konkretnej butelki, nie przeprowadzaliśmy też degustacji na bieżąco.

Następny odcinek już nie będzie jurajski 🙂 100% nowości 🙂

A&W