Quick and easy: łosoś z fenkułem

Po Świętach zapewne nikomu nie chce się już gotować, wszyscy maja dosyć mięsa, a temperatury na zewnątrz sprzyjają lekkiemu jedzeniu i białemu winu. Stąd dziś super krótki odcinek z serii Quick and easy. Łosoś z pieczonym koprem włoskim i orzeszkami piniowymi . To bardzo proste i smaczne danie. Wystarczy nastawić piekarnik na 200°C i danie prawie robi się samo 🙂 Do łososia zdegustujemy Broquel Chardonnay Mendoza 2011, Trapiche – czyli dużą beczkę z Centrum Wina.

Zaczynamy od łososia – steaki pozbawiamy ości, smarujemy oliwą i doprawiamy solą oraz pieprzem. Wkładamy do naczynia żaroodpornego i odkładamy na bok. Bulwę kopru włoskiego myjemy i dzielimy na 8 części (na pół po dłuższym boku i potem każdy kawałek na ćwiartki). Blanszujemy je we wrzątku przez 15 sekund i chłodzimy w zimnej wodzie. Do naczynia żaroodpornego wlewamy 2 łyżki oliwy z oliwek i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200°C, aby się rozgrzało. Wyjmujemy naczynie z piekarnika, wkładamy do niego fenkuł, dokładnie obtaczamy w gorącej oliwie, doprawiamy solą, pieprzem oraz drobno posiekanym świeżym rozmarynem, dodajemy liść laurowy i pieczemy około 20-25 minut, aż koper będzie miękki i delikatnie brązowy na brzegach. Po 10 minutach na półkę poniżej kopru wstawiamy łososia i pieczemy go około 10-15 minut, w zależności od tego, jak wypieczoną rybę lubimy. Wykładamy fenkuł na talerze, na nim układamy steaki i całość posypujemy prażonymi orzeszkami piniowymi. Danie możemy podać z grzanką i jogurtem greckim, jako sosem.

Nasze dzisiejsze Chardonnay pochodzi z Bodegi Trapiche – to bardzo duży argentyński producent. Jego podstawowe wina dostępne są również w supermarketach, natomiast Broquel to wyższa, starzona w dębie seria do dostania u importera Centrum Wina (Ambra) w cenie 49,90 PLN. Myśmy nabyli na ogólnodostępnej promocji za 37 PLN. Mieliśmy już do czynienia z tym winem w roczniku 2006, który degustowaliśmy w 2010. Widzieliśmy więc, czego się spodziewać, stąd nawet rocznik 2011 nie budził w nas obaw co do żywotności tego wina. 15 miesięcy w nowych, małych beczkach z francuskiego i amerykańskiego dębu – zrobiły swoje. Broquel Chardonnay Mendoza 2011, Trapiche zaprezentowało się klasycznym kolorem – złotym z leciutko zimniejszymi, zielonkawymi refleksami – super. Nos z początku lekko kwasowy, ale potem już pełen słodkich, beczkowych aromatów. Dużo dojrzałego mango i papai. Na szczęście wszystko z umiarem. Usta tłuste, słodkawe, ale naprawdę dobrze zrobione – charakterna kwasowość i w sumie (przy tych wszystkich beczkowych nutach) jakaś lekkość – nadają mu szlachetniejszego wyrazu. Końcówka już klasycznie, jak to przy przy beczce – przypalona i lekko słodka. 86/100 Nie jesteśmy fanami beczkowego stylu Chardonnay, ale to naprawdę, w natłoku podobnych do siebie butelek, wyróżnia się na plus.

Pijąc to wino w 2010 mieliśmy wrażenie, że poradzi sobie z lekkim deserem, takim jak np. carpaccio z ananasa. A jak odnalazło się do łososia z pieczonym koprem włoskim i prażonymi orzeszkami piniowymi ? W krótkich słowach – dało radę. Jest może trochę zbyt mocno, ale to nie przeszkadza. Pomysł z Chardonnay jak najbardziej tak – ale postawilibyśmy raczej na jego bardziej neutralne odsłony np. z Marche, Piemontu czy nawet Toskanii.

A za tydzień jak zwykle coś na majówkę 🙂

Smacznego 🙂

A&W