Podróż 2016: Castello di Volpaia

Znowu wracamy do Toskanii. Tym razem odwiedzimy winnicę Volpaia. Ponieważ sezon grzybowy cały czas trwa, to przygotujemy Rib-eye na grzance z sosem z podgrzybków .

Już dawno przed wyjazdem wiedzieliśmy, że Castello di Volpaia będzie celem jednej z naszych wycieczek. Z jednej strony bardzo lubimy ich Chianti Classico – z drugiej to bardzo malownicze miejsce, warte zwiedzenia nawet, gdy ktoś nie interesuje się winem. 15 minut jazdy w kierunku północnym od Raddy – serpentyny, kilkunastoprocentowe nachylenie terenu, wąska droga. Docieramy do Castello di Volpaia, czyli średniowiecznego ufortyfikowanego sioła. Swoje początki miasteczko ma w XI wieku, a pierwsze wzmianki o produkcji wina i oliwy są z XII. Dziś mieści się tu winnica, hotel (w sensie agroturystycznym), restauracja. Wszystkie budynki są dobrze utrzymane i wraz z roślinnością tworzą naprawdę magiczne miejsce. Wszystko, co potrzebne do produkcji wina, znajduje się na miejscu w starych zabudowaniach. Ponieważ Castello di Volapaia mieści się na wzgórzu, które jest strome a uliczki są bardzo wąskie – zaprojektowano i zbudowano system rur którymi tłoczy się wino aby przepompować je z jednego pomieszczenia do drugiego w zależności od potrzeb. Powstał swoisty “winociąg” oplatający miasteczko (częściowo poprowadzony pod ziemią). Oprócz wina w Volpaia wytwarza się znakomita oliwę.

Firmą zarządza rodzina Mascheroni Stianti, która też jest właścicielem Castello di Volapia. W winnicy pracuje prawie cała populacja miasteczka, czyli 30-40 osób. Enologiem-konsultantem jest Riccardo Cotarella. Enolog 2000 r. według Gambero Rosso i Winemaker of the year w 2001 według Wine Enthusiast. Znany jest z wielu projektów (latający enolog) i wydawałoby się że ten międzynarodowy styl powinien dcisnąć piętno na winach Volpaia, jednak nic takiego nie ma miejsca. Podstawowe Chianti Classico, które znamy – jest lekkie, owocowe o przyjemnej taninie. Eleganckie. Tego oczekiwaliśmy po degustacji. Ma też we Włoszech dobrą cenę; zwykłe 12-13 EUR. W Polsce z dostępem to tych win było ostatnio problem, ale akurat kiedy odwiedzaliśmy winnicę okazało się, że część ekipy jest w Polsce na degustacjach promocyjnych, gdyż reprezentować będzie ich poznańska Vininova .

Na początek spróbowaliśmy właśnie Chianti Classico DOCG 2014. 2014 nie był najlepszym rocznikiem. Kilkanaście ciepłych dni podczas chłodnej i deszczowej wiosny przyczyniło się do szybkiego owocowania, a potem nastąpiły równie chłodne i deszczowe miesiące letnie. Rocznik uratowały łagodniejszy wrzesień i październik. Wino leżakuje 12 miesięcy w dużych beczkach ze sławońskiego dębu. Nos mocny, dymny, wytrawny. Usta o bardzo wysokiej kwasowości. Wyczuwalny alkohol, mocna wytrawność, trochę tanin. Nieułożone. Podobno użyto tu gron normalnie przeznaczonych na Riservę, której w 2014 nie zrobiono, ale to nie pomogło. Szkoda. 2013 dużo lepszy. Musimy poczekać więc na 2015 🙂 Cena 12,5 EUR. W Polsce: 92 PLN.

Kolejną degustowaną przez nas butelką była Chianti Classico Riserva DOCG 2013, Castello di Volapaia . Również 100% Sangiovese. Wino dojrzewało zarówno dużych beczkach jak i w baryłkach z francuskiego dębu przez 24 miesiące. Degustowaliśmy je na miejscu, ale także kupiliśmy jedna butelkę do domu. I zdecydowanie nasze odczucia potwierdziły się w Warszawie. Kolor bardzo ciemno wiśniowy, pomimo to przezroczysty i błyszczący. Nos pełen dojrzałych owoców (wiśnie, czereśnie), a jednak świeży. Bogaty. Usta o dobrej, średniej (+) kwasowości. Świeże, chrupkie wiśnie, delikatna tanina. Niezbyt ciężkie jak część rezerw. Finezyjne i eleganckie. Po prostu bardzo dobre. 90/100 Cena 20 EUR a w Polsce: 123 PLN. Tę właśnie Riservę otworzyliśmy do steaka z grzybami – ale o tym później.

Następnie testowaliśmy Coltassala Chianti Classico Riserva 2013 DOCG. To Sangiovese z 5% dodatkiem lokalnego Mammolo starzone 18 miesięcy w barriques. Nos suchy i jakoś dziwnie kwaskowy. Usta jednak już bardzo eleganckie i smukłe. Tanina jednak dodaje im charakteru. Bardzo przyjemne. Dla nas to taka “nowocześniejsza” wersja Riservy. “ładniejsza” i “łatwiejsza” – wolimy jednak siostrę 🙂 Cena: 36 EUR Na razie w Polsce jeszcze nie ma w ofercie tego wina.

Balifico Toscana IGT 2012 to supertoskan – 18 miesięcy starzony w barriques. Blend 65% Sangiovese i 35% Cabernet Sauvignon. Nos kwaskowy, ale okrągły. Pełny, ale nie buchający mocnymi aromatami. Usta znowu okrągłe, ale z tanicznym kręgosłupem. Generalnie duże wino z niezłą dozą słodkawych nut. Tu już jest trochę bardziej dosadnie. Ciągle jednak elegancko. 36 EUR. W Polsce 184 PLN

Wina Volpai podobają się nam z uwago na bardzo dobrze użytą, nieprzesadzoną beczkę. Mają dużo świeżości, elegancji, a z drugiej strony – charakteru, niepozwalającego zapomnieć, że jest to Sangiovese. Myślimy, że spodobają się zarówno miłośnikom bardziej tradycyjnego stylu, jak i fanom beczkowych petard. Ich lekkość i równowaga powoduje to, że nawet początkujący adepci winnej podróży nie będą narzekać, a doświadczeni winomani (w szczególności maniacy Toskanii) docenią ich finezję. Warto.

Rib-eye z grzybami wydawał się być dobrym kompanem do Riservy. Kupiliśmy małe steaki, aby lepiej mieściły się na grzance. Roztapiamy masło i przesmażamy na nim posiekaną szalotkę około 5 minut. Dodajemy posiekane w plastry podgrzybki smażymy chwilę i podlewany białym winem. Odparowujemy. Mieszamy koncentrat pomidorowy z ciepłą wodą i dodajemy do grzybów. Solimy i mieszamy. Dusimy kilka minut pod przykryciem, następnie odkrywamy i redukujemy sos i doprawiamy pieprzem. Grzyby powinny być miękkie a sos średnio gęsty. Na drugiej patelni na oliwie z oliwek podsmażamy grzanki z bułki pszennej. Osuszamy na papierowym ręczniku. Dodajemy masło i smażymy steaki (do ulubionego poziomu wysmażenia). Mięso zdejmujemy z patelni i pozwalamy chwilę odpocząć. Doprawiamy solą i pieprzem. Układamy mięso na grzance, polewamy sosem grzybowym i posypujemy natką pietruszki.

Do Rib-eye z grzybami Chianti Classico Riserva DOCG 2013, Castello di Volapaia poszło naprawdę świetnie! Było bardzo odświeżające, genialnie opłukiwało usta po każdym grzybowo-mięsnym kęsie. Było smukłe, słodkawo-kwaskowe z miłą taniną w końcówce. Wszystko grało na 100%.

Kolejna doza wrażeń z wyprawy za tydzień!

A&W