Podróż 2015: Castello del Terriccio

W trakcie naszych kilkukrotnych pobytów w Toskanii odwiedziliśmy wielu producentów z Chianti, Montalcino, Montepulciano oraz (tak jak w tym roku) z okolic Lukki. Tematem przewodnim zawsze było Sangiovese; czasem ktoś miał w swojej ofercie supertoskana na bazie szczepów francuskich – zwykle także dlatego, że dysponował siedliskami sprzyjającymi tym odmianom, położonymi w zachodniej części regionu nad morzem śródziemnym. My właśnie tym razem skorzystaliśmy z bliskości morza i udaliśmy się do Maremmy, gdzie szczepy bordoskie, a także rodańskie znalazły znakomite warunki, aby dawać topowe wina.

Odwiedziliśmy m.in. znajdujące się na północnych rubieżach Maremmy Castello del Terricio. Posiadłość ta została nabyta w XVIII w. przez księcia Poniatowskiego i przeobrażona w gospodarstwo rolne. Uprawiano tam zboża, oliwki oraz winogrona. Zbudowano piwnice, stajnie i inne niezbędne budynki gospodarcze. Gospodarstwo stało się jednym istotniejszych w okolicy. Po pierwszej wojnie światowej farmę kupiła rodzina Ferri, która włada nią do dziś. Z początku specjalizowali się w kukurydzy, ale później stopniowo kierowali się w stronę wina i to ono zdecydowanie stało się numerem jeden dla tej posiadłości. Od lat 80tych XX w. zwiększyli oni areał uprawy winorośli z 25 do 60 ha. Hodowla zwierząt pozostała – z drogi można zobaczyć pasące się bydło i konie. Tak samo uprawa oliwek, jak i niektórych gatunków zbóż dalej mieści się w obszarze działalności Castello del Terriccio. Jednak najważniejsze jest wino. Tak jak wspominaliśmy, uprawiane są francuskie szczepy, co ciekawe białe również. A więc mamy Chardonnay, Viogner i Sauvignon Blanc, a z czerwonych – Cabernet Sauvignon, Cabernet Franc, Merlot, Petit Verdot i Syrah. Posiadłość zaczyna eksperymentować z Sangiovese i przymierza się do produkcji win z lokalnych DOC. Uzyskiwana jest bardzo mała wydajność z krzewu – około 900 g, a więc koncentracja utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Dokładana selekcja gron i świetnie użyta beczka dają na końcu znakomity efekt. Etykiety takie jak Lupicaia, czy Castello del Terriccio na stałe wpisały się do panteonu najlepszych (i najdroższych…) win toskańskich.

Żeby dotrzeć do winnicy, należy skręcić za Malandrone w lewo z drogi SS206, jadąc w kierunku południowym i przejechać ok. 3 km szutrową drogą przez całą posiadłość. Wtedy też można zorientować się, co do szerokiego spektrum działalności rolnej Castello. Na końcu znajdują się zabudowania pałacowe, gdzie czekała na nas odpowiedzialna za sprzedaż i marketing Bettina Bertheau. Przeszliśmy z nią kilka kroków do położonej na lekkim wzgórzu dawnej stajni, w której urządzony dziś jest piękny tastingroom z tarasem oferującym wspaniały widok na Morze Śródziemne. Na pierwszym planie widać wyraźnie wyspę Capraia, zza której majaczą wzgórza Sardynii. Jeśli chodzi o nasze TOP3 w kontekście ogólnych wrażeń estetycznych w winnicach to Castello del Terriccio zdecydowanie wdarło się na podium. Ciężko było skoncentrować się na samej degustacji w tak pięknych okolicznościach przyrody.

Zaczęliśmy próbować…

  1. Con Vento Toscana IGT 2013 to blend Sauvignon Blanc i Viognera. Dojrzewa najpierw 6 tygodni na osadzie a później 6 miesięcy w stalowych kadziach. Jest eleganckie, silnie cytrynowe z długim kredowym finiszem. Dobra rzecz. Cena około 15 EUR. W Polsce importerem jest Winkolekcja, ale tej etykiety chyba nigdy u nich nie widzieliśmy.
  2. Rondinaia Toscana IGT 2014. Tu jest kupaż Chardonnay i Viognera (w mniejszości). W połowie winifikacja prowadzona jest w stali, a połowie w używanych barriques. Dojrzewa potem w stali przez 6 miesięcy na osadzie. Nos bardzo krągły, pełen egzotycznych owoców i siana. Usta bogate z dużą ilością białych owoców, nawet o niezłej kwasowości i delikatnie słodkawym finiszu. Pamiętamy poprzednie roczniki tego wina z różnych degustacji i ten 2014 zdecydowanie najlepiej się prezentuje. Cena 20 EUR i 120 PLN w Winkolekcji.
  3. Capannino Toscana IGT 2014 – 100% Merlot; dojrzewa 6 miesięcy w stali, a potem w używanych barriques. To lekkie wino o pieprzowo-owocowym nosie. W ustach świeże, z dużą ilością czerwonych owoców i miłą taniną. Bezpretensjonalne, a z drugiej strony świetnie zrobione. Fajne bez okazji jak i na święto. 15 EUR i 80 PLN w Winkolekcji.
  4. Tassinaia Toscana IGT 2010 – 50/50 Merlot z Cabernet Sauvignon. Dojrzewa 14-16 miesięcy w barriques i tonneaux z francuskiego dębu, a potem jeszcze rok w butelce. Tę butelkę oprócz degustacji w winnicy piliśmy na spokojnie w domu. Kolor ciemno jeżynowy, niezbyt przezroczysty. Noc mocny, jeżynowo-jagodowy ze słodką nutą powideł śliwkowych. Głęboki z lekkimi aromatami asfaltowymi. Bardzo dobry. Usta z początku zamknięte – warto dać mu trochę czasu w karafce. Tanina elegancka, ale wyraźna, dobry balans i trochę owocu (wiśniowo-jeżynowego). Delikatnie waniliowo-pieprzny finisz. Jeszcze młode, z potencjałem. 90/100 Cena 30 EUR w Winkolekcji 175 PLN.
  5. Castello del Terriccio Toscana IGT 2006. Właściwie jak się dowiedzieliśmy – to dla winnicy równorzędna etykieta z Lupicaią, a więc mamy dwa flagowce. Castello to blend 50% Syrah, 25% Petit Verdot i 25% innych szczepów. W zależności od rocznika czasem różnią się też proporcje Syrah i Petit Verdot. Wino dojrzewa 18-22 miesiące w barriques i tonneaux z francuskiego dębu, a potem jeszcze rok w butelce. W nosie słodki, pieczony owoc. Usta o lekkiej kwasowości, pojawiają się nuty śliwkowe. Końcówka z delikatną goryczką. Degustowaliśmy też 2009 z większym dodatkiem Merlota – był “większy” i okrąglejszy. Cena około 90 EUR; w Winkolekcji 400 PLN.

Lupicaia Toscana IGT 2010, nazwę swoją bierze od wzgórza, na którym pojawiały się wilki, a dziś jest obsadzone winoroślą. W tym roczniku to 90% Caberneta i 10% Petit Verdot, często blendowany jest też z Merlotem. Dojrzewa 18-24 miesiące w specjalnie wyselekcjonowanych nowych barriques z francuskiego dębu, a potem jeszcze rok w butelce. Nos z dużą ilością ziołowych aromatów. Do tego dochodzą nuty czarnej porzeczki i jeżyny. W ustach tanina jeszcze trochę nieokiełznana i młoda. Ciemne owoce – jeżyny i jagody. Bardzo pełne o niesamowicie długiej końcówce. Top. Obok Camartiny od Querciabelli najlepszy Cabernet Sauvignon, jaki w życiu piliśmy. Genialne, eleganckie wino. Cena około 100 EUR, w Winkolekcji ostatnio nie widzieliśmy, ale “na mieście” jest po 400 PLN.

W trakcie rozmów z Bettiną doszliśmy wspólnie do wniosku, że do Tassinaia, którą planowaliśmy otworzyć w domu po przyjeździe, świetnie będzie pasować duszone mięso wołowe. W sumie tanina jeszcze wyraźna, więc krwisty steak nie za bardzo nam tu pasował. Postawiliśmy na klasyczny przepis toskański Peposo – czyli duszoną wołowinę z pieprzem . Dobrą do duszenia wołowinę kroimy w kostkę o boku około 2cm. My skorzystaliśmy z marmurkowego rozbratla, ale możecie użyć łopatki, czy mostka. Mięso obtaczamy w mące i obsmażamy mocno na oliwie z oliwek w garnku o grubym dnie, aż się zrumieni ze wszystkich stron. Najlepiej partiami, aby mięso nie puściło soku, gdy temperatura nagle się obniży poprzez zbyt dużą ilość smażonych kawałków. Wlewamy wino (myśmy użyli prostego Chianti), dodajemy ząbki czosnku, ziarna pieprzu, tymianek, estragon, a także posiekanego, obranego ze skóry pomidora. Przykrywamy i gotujemy na małym ogniu co najmniej 3h. Po około 2,5 h (bądźcie elastyczni) zdejmujemy pokrywkę i pozwalamy płynowi redukować się, aby uzyskać gęsty sos. Mięso powinno być bardzo miękkie, a sos gęsty i pieprzny. Gdyby był zbyt kwaśny, dodajcie trochę koncentratu pomidorowego, aby dosłodzić. My podajemy z polentą i marchewkami z rozmarynem .

Tassinaia Toscana IGT 2010, Castello del Terriccio do Peposo wypadło bardzo świeżo, a nawet przyjemnie lekko. Może nawet za lekko, gdyż przy rozgryzaniu ziaren pieprzu niknie ono zupełnie z tyłu. Gdyby ominąć pieprz to świetnie orzeźwia i pasuje. Sukces połowiczny, ale kierunek słuszny – wszelkie jednogarnkowe wołowe potrawy sprawdzą się dobrze – byle nie byłyby zbyt pikantne.

Chcielibyśmy podziękować Bettinie Bertheau za fantastyczną gościnę i zabranie nas w podróż po innych smakach Toskanii. Bo jednak pomimo francuskich szczepów – to zdecydowanie toskańskie wina. Eleganckie, ale charakterne, ze słodyczą, ale też pikantnością. No i ta jakaś taka lekkość… niepodrabialne. Gdy porównujemy do niektórych butelek z sąsiedniego Bolgheri to trochę inny świat.

Do następnego!

A&W