Podóż 2016: Liguria

Kontynuujemy nasze liguryjskie degustacje i kulinarne ekscesy 🙂 Po bieli z Cinque Terre i soli z patelni – czas na róż, czerwień i tuńczyka. Tak naprawdę to od niego się zaczęło. Przechodząc koło rybnego sklepu, nie mogliśmy nie zwrócić uwagi na piękny kawałek tuńczyka, z którego wprawnym cięciem sprzedawczyni wykroiła dorodny kotlet. Przygotowaliśmy inspirując się liguryjskim przepisem swoją wersję ” Tonno alla Imperiese “. Duży steak z tuńczyka doprawiamy solą i pieprzem i smażymy na oliwie z oliwek extra vergine z dwóch stron dosłownie kilka minut, gdyż będzie jeszcze “dochodził” w sosie. Oczywiście, to zależy od tego jak lubimy wysmażone mięso. Teraz możemy zdjąć rybę z patelni i robić na niej sos lub działać symultanicznie. A więc w pierwszej wersji przekładamy steak na deskę, a na patelnię wrzucamy posiekaną drobno cebulę i natkę pietruszki, po czym smażymy kilka chwil, aż cebula się zeszkli. Wkładamy steak z powrotem na patelnię. Dodajemy kapary, liść laurowy i podlewamy białym winem. Redukujemy sos z rybą na patelni. Wyciągamy steak na talerz, kroimy w plastry i polewamy sosem. Podaliśmy z młodymi cukiniami usmażonymi na oliwie z czosnkiem i udekorowanymi świeżą bazylią. Świetna mięsista ryba, lekki słonawo-kwaskowy sos i chrupiące cukinie. Rewelacja.

Na początek zdegustowaliśmy róż. Butelkę od winnicy z Chiavari – Bisson. Producent datuje swój początek na 1978 rok. Produkuje wina nie tylko z Vermentino, ale też zupełnie autochtonicznych, zapomnianych odmian jak Blanchetta, Cimixia czy Pigato (można przeczytać, że to bliźniak Vermentino, ale Bisson produkuje jednak oba wina). Niestety, nie dane było nam zdegustować tych win i opisać ich szerzej, gdyż Bisson zaczyna degustacje od czterech osób… dwie to niestety za mało. Nie było nawet chęci zestawienia nas z ewentualną inną parą i zaproponowania terminu. Szkoda. Zresztą w Ligurii dwie inne winnice też odmówiły nam wizyty. To bardzo ciekawe, gdyż to jedyne przypadki (oprócz Zenato z Lugany) pośród naszych licznych podróży. Wracając do wina, nasz róż to 100% Ciliegiolo. Rzadka odmiana znana też z Toskanii czy Umbrii. Stosowana często w blendach (też w Chianti). Tam gdzie występuje solo daje wiśniowe, świeże wina. A więc mamy Ciliegiolo Portofino DOC 2015, Bisson , które kupiliśmy w lokalnym sklepie za 8,5 EUR (można taniej). Wino jest gęste i ma piękny, mocny różowy kolor. W stylu Campari, no może trochę jaśniejszy – landrynkowy. Nos delikatny z przewagą aromatów truskawkowo-poziomkowych. Usta świeże, o średniej przyjemnej kwasowości. Czerwone porzeczki, poziomki. Bardzo “chrupkie”, odświeżające i o nie małym uroku. 85/100

Kolejnym winem było 100% Rossese. To chyba najbardziej rozpoznawalny czerwony szczep Ligurii. Popularny jest szczególnie w jej zachodniej części, czyli od granicy francuskiej po Genuę, gdzie rozciąga się apelacja Riviera Ligure di Ponente. I właśnie stamtąd pochodzi degustowane przez nas wino. Rossese daje wina lekkie i owocowe. Raczej łatwe. Podobno zdarzają się bardziej ekspresyjne interpretacje, ale niestety nie udało nam się takich degustować. Producent naszej butelki to Cascina Praie – winnica położona w środkowej części Riviera Ligure di Ponente, czyli pomiędzy San Remo i Savoną. Strona internetowa nie jest zbyt czytelna, ale wydaje się, że koncertują się najbardziej na bieli, czyli Vermentino i Pigato (znowu rozróżnienie), w czerwieni działają z Rossese i Granaccią. A więc Stundaio Rossese Riviera Ligure di Ponente DOCG 2015 , Cascina Praie to młode wino i tak jak większość win z tego szczepu – raczej do szybkiej konsumpcji. Fermentacja na skórkach 5 dni. Potem jeszcze spędza około 20 w stali i leżakuje 2 miesiące w butelce. Tylko tyle. Jak wrażenia? No nie było źle! Kolor malinowy, przezroczysty. Bardzo ładny. Nos generalnie lekki i owocowy. Dużo nut malinowych z dodatkiem truskawek z kompotu. W ustach łagodne i owocowe (głównie truskawkowe nuty się przewijają przez podniebienie). Brak tanin nie przeszkadza. Bardzo odświeżająca czerwień. Jest bezpretensjonalnie i po prostu dobrze. 87/100 Za wino zapłaciliśmy 11 EUR.

A jak przebiegła walka z tuńczykiem alla Imperiese ? Ciliegiolo Portofino DOC 2015, Bisson zdeklasował czerwonego rywala. Było łagodne, ale dobrze odświeżało. W szczególności świetnie kontrowało słoność kaparów. Stundaio Rossese Riviera Ligure di Ponente DOCG 2015 raczej przeszło bez emocji. To znaczy nie ma jakiegoś dysonansu z daniem, całkiem w porządku opłukuje usta i generalnie nie obrazilibyśmy się, gdybyśmy mieli tylko tę butelkę. No ale mieliśmy jeszcze Ciliegiolo a więc co robić… róż poszedł tuńczyka!

Wina liguryjskie nie są tanie. Choć w większości przypadków brak im spektakularności jednak są naprawdę solidne. Dają ogromną przyjemność poznawania nowych szczepów, apelacji i zrozumienia regionu. Generalnie świetnie też się komponują z lokalnymi daniami, a słonawe Vermentino potrafi nieźle namieszać przy niejednym rybnym daniu. Do Ligurii będziemy na 100% wracać w kolejnych naszych włoskich wyprawach. A za tydzień już pewnie jedziemy dalej 🙂

Do Następnego!

A&W