Pietruszkowe pesto z Oscypkiem

Na Podhalu nie byliśmy już od 6 lat , ale mieliśmy to szczęście, że w tym roku Zakopane zawitało do nas. A to za sprawą rodziców, którzy przywieźli nam stamtąd pięknego Oscypka. Oczywiście oryginalnego, tego z Chronioną Nazwą Pochodzenia. Nasz prezent został w 100% zrobiony z mleka owczego. Z biegiem września sery te będą dostępne z coraz większą domieszką mleka krów rasy czerwonej (maksymalnie do 40%), gdyż owce nie są już tak dojne. I to też jest ostatni miesiąc w jakim można produkować Oscypki. Sprzedaż dozwolona jest do końca października.

Nasz był bardzo świeży i niezbyt mocno uwędzony. Poprzez słoność przebijały nuty kremowe. Naprawdę znakomity. Ser ważył około 70 dag, więc mogliśmy go spokojnie wykorzystać do kliku różnych dań. Naszła nas chęć na zrobienie polskiego pesto – czyli sosu do makaronu na bazie Oscypka, pietruszki, ziaren słonecznika i oleju z ostropestu. Tajemnicy nie ma tu żadnej – miksujemy pietruszkę z olejem, dodajemy starty oscypek oraz ziarna słonecznika i miksujemy dalej. Dodajemy ewentualnie oleju lub sera, aby konsystencja i smak były jak najbardziej zbalansowane. Doprawiamy solą (tu uważamy, bo ser jest słony) i pieprzem. Myśmy zakochali się w oleju z nasion ostropestu – który jest bardzo delikatny i kwiatowy. Można go kupić w delikatesach lub sklepach ze zdrową żywnością np. firmy SOSTA . Jeśli nie macie to zastosujcie bardzo łagodną oliwę z oliwek np. z Veneto. Gdy oliwa jest zbyt ostra – pesto będzie gorzkie, dlatego wybierajmy te łagodne. Jeśli chodzi o proporcje to traktujcie to jednak trochę dowolnie. Pietruszki nie dawajcie bardzo dużo, bo też ma mocno wytrawny smak. To pesto świetnie idzie ze świeżym makaronem . Jak nie zrobicie sami – to kupcie 🙂

Tłuste pesto, ser – może “załatwimy” je bezbeczkowym Chardonnay? Z jednej strony trochę maślaności a z drugiej jednak kwasowość, która orzeźwi? Czemu nie? Mieliśmy na stanie taką butelkę z Apulii – Chardoanny Puglia IGT 2016, Tormaresca. Butelka z wielkiego koncernu (winnica należy do rodziny Antinorich) i od wielkiego importera – Centrum Wina. Kupiliśmy ja przy okazji jakiejś promocji z 30% zniżką, normalna (trochę jednak wysoka) cena to 55 PLN. Te oferty się powtarzają, więc warto zwracać na nie uwagę. Tak jak mówiliśmy – Chardonnay bez beczki… Fermentacja w 16°C w stali (wino dojrzewa też w stali). Ładny, jasnozłoty kolor. Nos kwaskowy, rześki, z owocowymi nutami jabłek i cytryn. Pojawiają się też akcenty kwiatowe. Niezły. Usta o więcej niż średniej kwasowości. Trochę białych kwiatów, matowa, mineralna faktura. Nuty kredowe i wapienne. Słodszy finisz. Naprawdę udane o niezłej równowadze. Żaden z czynników nie przeważa, a kwasowość daje niezłą świeżość. I rzeczywiście do tagliatelle z oscypkowo-pietruszkowym pesto było z początku trochę zbyt kwaskowo, ale potem ta świeżość zapunktowała. Szczególnie jak przyprawiliśmy makaron większą ilością czarnego pieprzu.

Poeksperymentujcie z proporcjami i różnego rodzaju oliwami i olejami do tego pesto. Dodajcie może ząbek czosnku? Każda kompozycja może dać inny, ale równie dobry, a może nawet lepszy rezultat. My do oscypka będziemy na pewno wracać, bo to jeden z najbardziej charakterystycznych polskich regionalnych produktów. Jeśli jest oryginalny – mamy gwarancję naprawdę znakomitego sera.

Do następnego!

A&W