Odyseja 2013 – La Piola, Alba

Dziś obiecany odcinek z Alby, z restauracji La Piola, siostrzanej restauracji 3- gwiazdkowej – Piazza Duomo . Dostaliśmy przepis od szefa kuchni Dennisa Panzeri – jeszcze ciepły – z wczorajszego maila 🙂 A więc jemy i degustujemy w La Pioli!

Obie restauracje powstały na rynku w Albie w 2005 roku jako projekt rodziny Cerreto – winiarzy piemonckich oraz szefa Enrico Crippa, który rozpoczynał karierę w najlepszych mediolańskich restauracjach a kontynuował w Europie, pracując z samym Ferranem Adrią. Crippa dostał pierwszą gwiazdkę Michelin w 2006, drugą 2009 roku, a trzema gwiazdkami może się pochwalić od listopada 2012 roku. Projekt tych dwóch restauracji został tak pomyślany, aby Piazza Duomo była ekskluzywną, kreatywną i bardziej międzynarodową restauracją (oczywiście respektującą piemonckie tradycje i produkty) a La Piola prostą, regionalną trattorią, gdzie kładzie się (ekstremalny jednak) nacisk na jakość. Ceny w Piazza Duomo kształtują się od 30-40 EUR za przystawkową sałatę, przez 35-40 za starter, 30-50 EUR middle course, makarony i risotta 40-45 EUR, a dania drugie 50 EUR w górę. Porównując z londyńskimi trzygwiazdkowymi restauracjami to jeszcze chyba daje radę 😉 My jednak podążając szlakami lokalnej kuchni odwiedziliśmy La Piolę!

La Piola mieści się w podcieniach placu Duomo. Wystrój jest bardzo prosty – drewniane stoły i krzesła, menu wypisane na wielkiej tablicy, bar, gdzie kelnerzy nalewają wodę mineralną do butelek po winie z nalewaka (jak do piwa). Na początku najbardziej rzucają się w oczy kolorowe talerze (każdy pomalowany inaczej), zestaw serów w specjalnym pojemniku oraz energiczna ekipa kelnerska, uśmiechnięta i będąca w ciągłym ruchu. Są to dokładnie te same osoby, które możecie zobaczyć na stronie internetowej restauracji. Menu jest w sezonie podobne, tym że każdego dnia zmienia się jedna przystawka i jedno danie główne, a w piątek zawsze jest dodatkowo ryba. Na każdy dzień menu jest drukowane oddzielnie i można je sobie zabrać na pamiątkę 🙂

Byliśmy w La Pioli dwa razy, te doznania skondensujemy w jednym opisie. Na początek wzięliśmy wybór przystawek, aby spróbować wszystkiego po trochu i zamówiliśmy Piana Barbera d’Alba DOC 2011, Ceretto z uwagi na autorów projektu. W restauracji butelka kosztuje 18 EUR a w marketach i sklepach winiarskich 15-18 więc to naprawdę uczciwa cena. Barbera starzona 6 miesięcy tylko w stali. Kolor bardzo ciemny, błyszczący z jaśniejszym brzegiem. Bardzo ładny. Nos mocny, trochę nut różanych, lekko spalony z akcentami kwasowymi. W ustach świetna kwasowość, nie zabójczo mocna, ale charakterna; taniny delikatne. Dużo aromatów dojrzałych wiśni. To lekka, troszkę “surowa” Barbera, ale super dostępna. Zdecydowanie do posiłku! 88/100 W zestawie przystawkowym mieliśmy to, co uwielbiamy, czyli tatar cielęcy. Tu podany z oliwą truflową i płatkami dojrzewającej 3 tygodnie Robioli (lokalnego sera krowiego). Barbera świetnie zgrała się z tatarem, ale ser już lekko przeszkadzał. Następnie kilka plasterków Vitello Tonnato, czyli pieczonej cielęciny z sosem tuńczykowym. Przeszliśmy przez flan orzechowy – o delikatnej strukturze, ale wyraźnym smaku oraz mus z dorsza. Była też sałatka rosyjska, czyli wersja naszej warzywnej – ale to nic ciekawego. Tym, co zrobiło na nas duże wrażenie, były plastry ozora cielęcego, podanego z owocową mostardą – delikatne o ciekawym połączeniu z owocami.

Kolejno z dań pierwszych próbowaliśmy Agnolotti del Plin z sosem z pieczeni cielęcej. To piemoncki rodzaj ravioli, w tym przypadku z nadzieniem z cielęciny i warzyw. Znakomite, wprost rozpływające się w ustach, pierożki w dosyć mocnym, mięsnym sosie. Następnie degustowaliśmy domowy tajarin z sosem z salsiccii – czyli surowej kiełbaski wieprzowej. Tajarin to piemoncka odmiana tagliatelle. O ten właśnie przepis poprosiliśmy szefa Dennisa Panzeri w pierwszej kolejności, zwrócił on nam jednak słusznie uwagę, iż surowe wieprzowe kiełbaski są w każdym kraju nieco inne, nie da się więc osiągnąć tego samego smaku; z tego względu – nie będzie dawał na ten makaron przepisu. Nie można się było nie zgodzić. Do tajarin znakomicie pasowało nam Bernardina Nebbiolo d’Alba DOC 2011, Cerreto . W restauracji 22 EUR. Wino dojrzewało w dębie 12-15 miesięcy. Kolor dosyć ciemny. Bardzo piękne przezroczyste, gęste. Nos lekki i elegancki, delikatnie słodkawy, jagodowy. Usta dosyć słodkie o niskiej kwasowości za to z przyjemną taniną, ale bez jakiś “wyskoków” – wszystko ułożone i na swoim miejscu. Finisz długi. 89/100 Wino świetnie się pije, jest naprawdę klasowe, z tym, że my lubimy w Nebbiolo więcej tanin!

Z dań głównych ciekawym połączeniem były smażone kawałki cielęciny (różowe w środku) nadziewane serem Raschera. To górski, piemoncki krowi ser o trawiasto-maślano-mlecznych aromatach. Kawałki mięsa podane były na pieczonych różyczkach kalafiora. To bardzo dobre danie, ale nie do końca porywające. Jedliśmy też krwisty stek cielęcy z piemonckiej rasy Fassona z sosem z cavolo nero. Świetna rzecz.

Deser to klasyka – gruszka w winie z kulką domowych lodów cynamonowych! Wspaniała, jędrna i soczysta gruszka – tu też chcieliśmy przepis, ale usłyszeliśmy, że to jest teraz wszędzie… 🙂 Właśnie podczas krótkiego, ale bardzo miłego spotkania z Dennisem Panzeri i managerem Andrea Canaparo dostaliśmy obietnicę, że dostarczą nam klasyczny piemoncki przepis na Brasato di Manzo al Barolo (czyli pieczeń wołową w Barolo). Tego dania akurat podczas naszych wizyt w La Pioli w karcie nie było, musieliśmy więc chwilę zaczekać na przepis oraz zdjęcie, które zrobił dla nas Andrea. Przepisu nie zdążyliśmy przetestować – zróbcie to sami 🙂 a zamiast drogiego Barolo (choć teraz to już chyba w dyskontach po 39 PLN chodzi 😉 użyjcie butelki Nebbiolo. Choć może Barolo z dyskontu wyjdzie rzeczywiście taniej 🙂

Za każdym razem wychodziliśmy z restauracji mega zadowoleni z jedzenia i panującej tam atmosfery. Miejsce zdecydowanie godne polecenia (również świetny stosunek jakość/cena). Na pewno tam wrócimy podczas kolejnej wizyty w Piemoncie 🙂 Dziękujemy Dennisowi i Andrei za poświęcony czas i przepis oraz zdjęcie!

To jeszcze nie koniec podróży, przynajmniej na łamach Winniczka – już niedługo zajrzymy do Veneto 🙂

Do Następnego!!!
A&W

PS: Winniczek w tym roku się rozkonkursował 🙂 Tym razem zostaliśmy wybrani wraz z 9 innymi blogami do grupy finałowej konkursu Magazynu Wino ! Nie chcemy nadużywać Waszej cierpliwości, ale grzecznie uśmiechamy się po głosy pod linkiem:

http://magazynwino.pl/Artykuł/2529/blog-roku-2013—głosowanie

Gdybyście chcieli zagłosować też na nas w konkursie Magazynu Czas Wina, nieśmiało podajemy drugi link: http://czaswina.pl/aktualnosc/ii-edycja-konkursu-blog-roku-2013