Montecucco

Tym razem objeżdżaliśmy apelację Montecucco. To region oddzielony od Montalcino zaledwie małą rzeką Orcia. Apelacją jest dopiero od roku 1998, a prawo do najwyższej kategorii DOCG ma zaledwie od roku. Oczywiście gros upraw to Sangiovese, ale jako domieszki (można stosować je w podstawowym Rosso 40%, w Sangiovese di Montecucco 15 %) występują także Montepulciano, Canaiolo, Cinegiolo i inne lokalne odmiany. W tym regionie wino produkuje około 60 wytwórców. Jeśli porównywać je do Montalcino, to sam Banfi wypuszcza na rynek około 1.2 mln butelek a całe Montecucco zaledwie 1.0 mln. Największym producentem jest Colle Masari; jego niezłe Rigoletto można kupić w 101win.pl lub w Żużu Bistro w rozsądnej cenie około 50 PLN. Więcej etykiet Montecucco w Polsce nie widzieliśmy. Porównując znowu do Montalcino to ceny win są tu diametralnie inne. Rosso kosztuje około 5-6 EUR, Sangiovese około 8-9 EUR (Rosso di Montalcino to dla porównania koszt około 10-15 EUR), a Reserva, którą stawiamy na podobnej półce z podstawowym Brunello (2 lata w beczce) – 12 EUR wobec 25-35 EUR. Montecucco ma ciągle bardzo małą siłę przebicia, a producenci mocno narzekają na swoje konsorcjum, które kompletnie nic nie robi na rzecz marki. Stąd wytwórcy wina żyją przede wszystkim z agroturystyki.

Pierwszym, którego odwiedziliśmy, był Assolati. Dobre 5 km górskimi bezdrożami w okolicach Montrenero d’Orcia i trafiamy na poszukiwaną przez nas Azienda Agricultura. W tasting roomie, w rodzinnej atmosferze, spędziliśmy około godziny gawędząc o winie i o problemach apelacji. Gospodarze 24/7 doglądają winnicy. Stosują bardzo dużą selekcję gron i małą wydajność – tylko około 1.2 kg z krzewu. Produkują jedno białe wino Dionysos Vermentino Toscana IGT (o nim później), jedno różowe – 100% Sangiovese, bardzo lekkie i delikatne o ciekawym, prawie przeźroczystym, płóciennym kolorze. Podstawowe Rosso od Assolati dojrzewa tylko w stali. Jest blendem 80% Sangiovese i Caberneta, Canaiolo i Cilegiolo. My degustowaliśmy Sangiovese di Montecucco – rok w barrique, tonnau i botti i potem blendowane i odleżane jeszcze 2 miesiące w stali. To wino o bardzo dużym owocu – pełno czereśni i wiśni. Totalny crowdpleaser – długie, pełne – znakomite. 2008 już fajnie ułożony – trafiły tu grona z Reservy, gdyż w tym roku jej nie wyprodukowano. Toskania z międzynarodowymi akcentami, ale świetnie zrobiona! Następnie degustowaliśmy Reservę 2007 (doskonały rocznik, co pisaliśmy tydzień temu przy okazji Montalcino ). 100% Sangiovese, dojrzewające 2 lata w Botti – ogromnych beczkach ze sławońskiego dębu. Wino naszym zdaniem kompletne – dziś jeszcze bardzo młode, już mega eleganckie, pomimo bardzo silnej taniny. Owoc trochę schowany, ale dojrzały i dający równowagę – ogromny potencjał! Należy dać temu winu kilka dobrych lat a niesamowicie się odwdzięczy!

Kolejną odwiedzaną przez nas winnicą była posiadłość Parmoleto. To zupełnie inna strona medalu niż Assolati. Winnica ta była jedną z 6 założycieli apelacji. Oprócz win czerwonych produkuje Spumante robione metodą Charmata – czyli fermentacji w dużych betonowych kadziach i Supertoskany – Syrah oraz Soromono (blend Sangiovese z Cabernetem i Montepulciano). Wszystkie czerwone wina dojrzewają w małych beczkach z francuskiego dębu. My zdegustowaliśmy trzy typowe dla Montecucco. Rosso dojrzewające 10 miesięcy we francuskim dębie. Bardzo młode – zabutelkowane miesiąc temu 2010. Mocna, dosyć sucha tanina i doza wanilii. Spokojnie można dać mu rok w butelce. Potężne Montecucco Sangiovese 2008 – 14 mięsiecy w barrique oraz Reserve 2006 – bardziej elegancką, ale również bardzo taniczną (24 miesiące we francuskim dębie). Była dobra już dziś, ale spokojnie można dać jej czas. W Parmoleto nabyliśmy również oliwę z oliwek – 8 EUR 0.5 l. Tak przyjemnie rozmawiało się nam w Parmoleto, że zabrakło nam czasu na wizytę u kolejnego producenta.

Kolejnym razem postaramy się odwiedzić rejony Cinigiano i producenta Salustri, który regularnie otrzymuje 3 kieliszki od przewodnika Gambero Rosso za swoje Montecucco Grotte Rosso.

Do dzisiejszych kulinarnych toskańskich zmagań dobraliśmy wino właśnie od Assolati. I to, żeby było ciekawiej, białe. Dionysos Vermentino Toscana IGT 2011, Assolati . To blend 50% Vermentino z Malvazija Blanca i Trebbiano. Cena 5 EUR. W kieliszku prezentowało się naprawdę ładnie – słomkowe, jasne. Nos świeży, cytrynowo-jabłkowy. Gdzieś z oddali dochodziły aromaty gruszki. W ustach całkiem duże. Sporo aromatów winogronowych, dojrzałych jabłek, z małym dodatkiem cytryny. Bardzo wdzięczne z dużą kulturą. 86/100

Do wina proponujemy coś z kuchni sieneńskiej – pesto z rukoli ze świeżym tagliolini . Przepis zaczerpnęliśmy z książki “Grande Cucina Sense”, czyli kompendium przepisów, zarówno tych tradycyjnych, jak i bardziej współczesnych z okolic Sieny, proponowanych przez najlepsze lokalne restauracje i sygnowanych przez władze samorządowe. To danie zdecydowanie należy do kategorii Quick & Easy 🙂 Zaczynamy od wrzucenia do blendera dwóch garści świeżej rukoli. Następnie dodajemy orzeszki piniowe, ząbek czosnku, peccorino (najlepiej starzone; starte – myśmy zgodnie z przepisem użyli sera z okolic Pienzy, ale nie bądźmy aż tak ortodoksyjni 😉 oraz kilka łyżek dobrej oliwy. Miksujemy kontrolując konsystencje. Gdy pesto będzie zbyt gęste albo nie daje się dobrze zblendować, dodajemy jeszcze oliwy. Podajemy najlepiej ze świeżym makaronem, ale suszone tagliatelle też się znakomicie sprawdzi. Dionysos Vermentino Toscana IGT 2011, Assolati w pierwszym wrażeniu dodawało trochę słodyczy do dania a potem miało już wyraźnie gorzkawy finisz. Było jednak naprawdę świeże, a dzięki temu – kompozycja stawała się super zrównoważona.

Pozdrawiamy z Montecucco 🙂

A&W