Makaron z brokułowym sosem

W podróży czasem trzeba zrobić przerwę (ostatnie odcinki są jeszcze w przygotowaniu) i coś zjeść w domu. Jak zauważyliście sekcja „Makarony i ryż” jest chyba najobszerniejsza ze wszystkich winniczkowych kategorii przepisów. A więc pasty/riosotta/gnocchi/polenta rządzą. No ale jak ma się w domu młodego wybrednego makaronożercę to nie ma zmiłuj i trzeba mieć duży wachlarz możliwości. Ostatni stricte makaronowy przepis pojawił się w listopadzie 2017 (Linguine ze szpinakiem) trzeba więc poprawić statystyki. Tym bardziej, że młodzież żąda nowości.

Dziś więc w końcu publikuję przepis na paste z sosem brokułowym. Generalnie jest to moja wersja tego klasycznego, ale może niezbyt popularnego w Polsce dania. Wszystkie widziane/czytane przeze mnie warianty mają dwie części wspólne. Brokuły po podgotowaniu są miksowane w malakserze i najczęściej używa się do tego sosu orecchiette, czyli makaronu w kształcie „uszek”, który lepiej umożliwia nabieranie sosu. Nie mogłem na szybko takiego dostać więc dziś serwuję Linguine z sosem brokułowym z boczkiem, a jak zdobędę orecchiette to podmienię zdjęcia.

Sos i makaron gotujemy symultanicznie. Jeśli korzystacie z orecchiette to pamiętajcie że gotują się zwykle dłużej niż inne rodzaje z uwagi na grubość. Sprawdźcie więc dobrze czas na opakowaniu. Wycinamy różyczki z brokuła i dzielimy je na mniejsze wielkości orzecha włoskiego. Gotujemy w wodzie z solą i cukrem około 8-10 minut aż będą al’dente. Przekładamy do blendera i miksujemy. W tym czasie na niewielkiej ilości oliwy z oliwek podsmażamy boczek. Gdy już jest lekko rumiany dorzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek. Podsmażamy jeszcze chwilkę aby czosnek uwolnił aromat, ale nie zbrązowiał. Dodajemy masę brokułową. Mieszamy dokładnie. Dolewamy śmietankę i redukujemy chwilę. Doprawiamy solą i pieprzem. Dosypujemy cześć  startego Parmezanu lub Grana Padano aby zagęścić sos. Dodajemy makaron i mieszamy. Wykładamy na talerze. Możemy posypać resztą sera.

Mamy warzywa, mamy składnik mięsny, śmietankę – jest pożywnie, w sam raz na zimowy obiad. Prawdziwy „comfort food”:) Dziś krótko i bez wina. Nie martwcie się jednak – odbijemy sobie w następnych odcinkach.

Do następnego!

W