Majówka 2017: Krewetkowy grill

Podobno ma jednak być ładna pogoda w długi w/end 🙂 , a więc grillujemy! Nie mogliśmy odpuścić sobie szparagów, które to właśnie zaczynają pojawiać się w sprzedaży. Ich przygotowanie to nic trudnego – obcinamy zdrewniałe końce lub łamiemy szparaga. Pęknie właśnie tam, gdzie kończy się twarda część. Nacieramy oliwą, doprawiamy solą oraz pieprzem i grillujemy do miękkości. Czas zależy od grubości szparagów, temperatury grilla i naszych upodobań. My lubimy al’dente. Szparagi jednak nie są gwiazdą, a tylko dodatkiem w dzisiejszym odcinku. Oprócz nich zgrillujemy krewetki tygrysie zawinięte w speck! Krewetki muszą być surowe, oczyszczone z przewodu pokarmowego (czarnej żyłki) oraz pozbawione pancerzyków. Doprawiamy je troszkę solą i mocniej pieprzem a następnie zawijamy w wędlinę. Speck jest raczej słony, więc musimy zrobić cieńszą “koszulkę”. Gdybyście korzystali np. ze słodszej San Daniele – możemy zawinąć krewetkę w więcej warstw. Możecie też użyć cienkich plastrów wędzonego boczku. Nadziewamy krewetki na szpadki (po kilka) i grillujemy na posmarowanym oliwą grillu po około 2-3 minuty z każdej strony. Generalnie krewetki smażą się krócej, ale izolacja z wędliny spowoduje, że ciepło dotrze do nich później. Zresztą musicie sprawdzać, bo wszystko zależy też od temperatury samego grilla. Kromki zgrillowawanej ciabatty będą świetnym partnerem krewetek w specku i szparagów. Danie możecie “wykończyć” na talerzu skrapiając je najlepszą oliwa extra vergine jaką macie. To taki ekskluzywny majówkowy grill – na taki też potrzebny jest pomysł.

Do szaszłyków z krewetek w specku w akompaniamencie szparagów (tu zaczęło być trudniej) przyszły nam do głowy dwa białe wina. Po pierwsze Friulano, gdyż idzie dobrze z wędlinami, ma niezłą kwasowość, co ogarnie szparagi, a także ciało, więc krewetki powinny być zadowolone. Drugim wyborem był Chenin Blanc – tu też kwasowość (która zwykle jest dosyć istotna) zadecydowała, ale również to, że wino bez beczki, więc raczej świeżość i owocowość. Tym razem butelka nie z matecznika tego szczepu (czyli doliny Loary), tylko z RPA w którym jest to najszerzej uprawiana biała odmiana.

TOH! Friulano Friuli Grave DOC 2015, Di Lenardo otworzyliśmy jako pierwsze. Di Lenardo produkuje dużo etykiet, czasem mocno komercyjnych, raczej na amerykański rynek. Friulano jednak prezentuje się w tej stawce wyjątkowo fajnie. Szczególnie w swojej cenie 38 PLN w Enotece Polskiej. Fermentuje w stali i dojrzewa na osadzie. Kolor złoty, ciemniejszy, błyszczący. Bardzo ładny. W nosie dojrzałe cytrusy, trochę nut wapiennych, delikatna kreda. Mocniej przebija grejpfrutowa nuta. Usta o średniej kwasowości, raczej łagodne. Siano, trawa – ogólnie świeże. Matowa, kredowa końcówka. Bardzo dobra równowaga 87/100.

Chenin Balnc 2016, Delheim – fermentacja w stalowych i cementowych kadziach. Wino dojrzewa na osadzie 2 miesiące. Kolor jasno-złoty; zupełnie w porządku. Nos mocny, aromatyczny, owocowy. Cytrusy, trochę nut mineralnych. Usta o dobrej, średniej (+) kwasowości, która fajnie szczypie na języku. Całkiem niezłe ciało, trochę kwiatów, mandarynka. Kremowy, słodszy, cięższy finisz. Chenin z RPA nigdy nie był naszą bajką, ale to obiektywnie jest naprawdę niezłe wino. 86/100 Butelkę kupiliśmy w Winkolekcji za 42 PLN.

Pytanie, czy wina zgrały się z grillowanymi krewetkami w specku i szparagami? Było dobrze! TOH! Friulano Friuli Grave DOC 2015, Di Lenardo świetnie poszło do szparagów i znakomicie ogarnęło bardziej słony speck – łagodzi go a wydobywa smak krewetki. Chenin Balnc 2016, Delheim z krewetką idzie łagodnie i świeżo. Ze szparagami też dobrze. Zwycięzcą testu jest Friulano, ale Chenin trzyma się również dobrze!

Grillujcie radośnie – do następnego!

A&W