Linguine z krewetkami i cukinią + lekko macerowane Catarratto

Znowu wracam po przerwie… Była on absolutnie wymuszona przygotowaniem do egzaminów, potem jakimś od nich odreagowaniem i przemyśleniami przyczyn potencjalnej, ale niechybnej porażki. Nie ma co się łudzić, nie jest łatwo a do tego, trzeba poczuć trochę tej sali egzaminacyjnej, żeby może za drugim razem wszystko popchnąć do przodu. Jak to moja koleżanka powiedziała D3 to jest proces – każdy przechodzi go w swoim tempie. Ja pewnie w ślimaczym, no ale poczekajmy kilkanaście tygodni i się okaże, choć jak mówiłem nie mam nadziei na ten sezon. Tak czy owak jeść, pić i coś pisać trzeba! Po egzaminie już pozwoliłem sobie na „dziwactwa” w kieliszku, więc będzie Sycylia inaczej. A więc podegustujemy trochę odjechane Catarratto!

Makaronów jest ostatnio dużo, jednak presja ze strony Młodej jest gigantyczna, z drugiej strony ja sam bardzo lubię, a z trzeciej ciągle ktoś prosi o jakieś nowości! No więc jak tu się nie złamać! Dziś linguine z krewetkami i cukinią – prosto, odświeżająco i super lekko! Zaczynamy od pokrojenia młodej małej cukinii na mandolinie, lub ręcznie nożem na wiórki zbliżone rozmiarem do makaronu. Na szerokiej, głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek extra vergine, dodajemy posiekaną w piórka cebulę i wstążki cukinii. Smażymy kilka minut aż zmiękną. Dodajemy krewetki. Tym razem proponuję użyć tych średnich rozmiarów (najprościej gotowanych i mrożonych– po rozmrożeniu), gdyż łatwiej się je będzie nabierało widelcem z makaronem i cukinią. Smażymy jeszcze kilka chwil aż warzywa będą wystarczająco miękkie. W międzyczasie gotujemy makaron a’dente. Odcedzamy, zachowując trochę wody spod makaronu. Dodajemy jej ze 2 łyżki na patelnię. Mieszamy, gotujemy chwilkę i dodajemy makaron. Doprawiamy solą i pieprzem. Wykładamy na talerze, polewamy najlepszą oliwą extra vergine i dekorujemy listkami bazylii.

Tak sobie pomyślałem przygotowując ten makaron, że to „słońce na talerzu”. Jakoś mnie tak pozytywnie nastroiło to danie, że dużo nie główkowałem i pomyślałem o lekkiej białej Sycylii. A że miałem w zanadrzu „dziwną” butelkę to tym bardziej, po miesiącach klasycznych pozycji, przyszła mi na nią ochota. Mamy tu mecerowane kilka dni na skórkach, niefiltrowane, 100% Catarratto. Catarratto to najpopularniejsza biała odmiana winogron uprawiana na Sycylii. Wysoko wydajna, odpowiadająca za większość poślednich Sycylijskich win. Gdy kupujecie kartonik Bianco za 1.25 EUR w markecie możecie w ciemno typować że będzie tam jakiś blend z duża przewagą tego szczepu. Jednak nie znaczy to, że nie istnieje jakościowa produkcja. Niższa wydajność, która daje większą koncentrację, wyżej położone parcele (tu 300 m.n.p.m.), nocny zbiór, czy też właśnie krótka maceracja pozwalają na osiągniecie dobrych rezultatów.

Ciello Bianco Catarratto Terre Siciliane IGT, Normanno – kolor ciemno cytrynowy, mętnawy (brak filtracji). W nosie cytryna z wapiennym akcentem, pomelo, dojrzały grejpfrut, jabłko, pigwa, lekka ziołowość. Całkiem dobra intensywność. Usta o raczej średniej kwasowość i średnim (-) ciele. Dużo owocu – jabłka, trochę gruszki, pigwa, gorzkawy grejpfrut plus szałwia i oregano. Średniej długości końcówka. Aromatyczne, fajne, lekkie. Bardzo przyjemne i orzeźwiające! Do tego tylko 12% alkoholu! 86/100 Wino importują Terroiryści, dostaniecie w różnych sklepach specjalistycznych ale na 100% jest w Winkolekcji (cena 40 PLN).

Jedząc Linguine z krewetkami i cukinią popijając Ciello Bianco przeniosłem się na chwilę na otuloną jesiennym słońcem promenadę w Syrakuzach. Dla takich wspomnień warto poświecić 30 minut na przygotowanie makronu i schłodzenie butelki😊

Do następnego!

W

PS. Od producenta Normanno można też kupić Ciello Rosso Nero d’Avola Sicilia DOC 2020 za te same 40 PLN. Biel jednak trochę bardziej do mnie przemówiła.