Kraków 2018: Jemy i pijemy

Jeszcze raz kulinarnie wpadamy do Krakowa. Przed wieczornymi ciężkimi brzmieniami w Tauron Arenie musieliśmy coś zjeść. Z wielu źródeł dostaliśmy informacje że bezwzględnie musimy odwiedzić Zazie Bistro lub Karakter. Którąś z dwóch restauracji na Kazimierzu, którym szefuje nagradzany wielokrotnie młody szef – Daniel Myśliwiec. Menu w obu podobne – dosyć duży nacisk położony jest na dania z wykorzystaniem podrobów. Pojawia się też konina, czy mięso strusia. Jednak szef nie stroni też od owoców morza czy wpływów orientalnych. Prezentację osoby Daniela Myśliwca, jak i jego popisowych dań możecie obejrzeć w marcowym numerze magazynu „Kuchnia”.

My zdecydowaliśmy się na położony przy Brzozowej 17 Karakter. Krótkie spojrzenie na kartę win i po kieliszku zimnego Saumur Brut (16 PLN) wylądowało na naszym stole. Bardzo dobry wybór na taką pogodę – świeżość, kwas, wytrawność. Na przystawkę wzięliśmy ozorek jagnięcy na kremie z kiszonego ogórka i pietruszki z dodatkiem pesto z czosnku niedźwiedziego i wódki (23 PLN). No i to był strzał w dziesiątkę. Bardzo delikatny ozorek w połączeniu z lekko kwaskowym sosem był znakomity. W sosie oprócz nut ogórka można było wyczuć limonkę. Zaczęło się mocno! Na drugie wzięliśmy wołowinę. Agata zamówiła burgera z kremem z topinamburu, pieczonym boczkiem, słoniną, cebulą, sosem pomarańczowym z tymiankiem i chilli i cheddarem (33 PLN). Poprosiliśmy aby burger był bez bułki (i taki też dostaliśmy) a także żeby był blue/rare (co zaznaczaliśmy trzy razy). No niestety jak to w Polsce… przyszedł medium done… Ciężko wytłumaczyć w naszym kraju że można jeść surową prawie wołowinę (nawet jak w karcie mają tatara!). Zaproponowano wymianę, ale ponieważ spieszyliśmy się na koncert to już zostaliśmy przy pierwszej wersji. Ja wziąłem danie z działu „Prosto jak cholera” – Przeponę wołową z grilla z warzywami na solonym maśle z kaparami i pomidorami (35 PLN). No i było prosto i smacznie. Przepona zgrillowana medium (tu niestety nie było opcji wyboru więc OK), dużo warzyw i dwa kawałki bagiety. Ciekawostka kulinarna. Warto było spróbować. Do jedzenia zarekomendowano nam butelkę z własnego importu Trebbiolo Emilia Rosso IGT 2015, La Stoppa (blend 60% Barbery i 40% Bonardy) i był to udany mariaż z wołowymi daniami (110 PLN). Jako rekompensatę za przeciągniętego burgera otrzymaliśmy w prezencie deser – legendarne już lody szczawiowe z przypalanym koglem-moglem. Absolutny odjazd! Jedyne w swoim rodzaju połączenie kwaśnego ze słodkim. Ciepłego z zimnym. Sosu z lodami. Trudno to opisać. Po prostu zjawiskowy deser.

Od znajomych słyszeliśmy ze bardzo warto również spróbować mouli (w curry lub też w żurku!); grasicy końskiej w maślanym sosie z estragonem czy żebra wołowego pieczonego 8 godzin na kości z Guinessowym sosem. Za kolejną wizytą w Krakowie odwiedzimy pewnie Zazie dla odmiany. Jednak niewątpliwą zaletą Karakteru była obsługa – bardzo miła, kompetentna i umiejąca poradzić sobie z burgerową wpadką kuchni. Odwiedzajcie!

Rano po koncercie poszliśmy się spotkać z naszymi krakowskimi znajomymi – Irek (Blurppp…) z rodziną to zawsze super spotkanie. Wspólnie wybraliśmy Krako Slow Wines – lokal na podgórzu, zaraz koło fabryki Schindlera i Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK. To teraz coraz bardziej modna krakowska dzielnia! W Krako można zdegustować całej masy środkowoeuropejskich i wschodnich win. Mamy więc klasycznie Austrię i Węgry plus Polskę, Bułgarię, Rumunię, Gruzję itd. Przestronny, nowoczesny lokal z małym ogródkiem. Kuchnia jest tylko przekąskowa, ale to nie znaczy, że nie można dobrze zjeść. Na zewnątrz winebaru jest coś na kształt mikro pawilonu (a’la streetfood) gdzie przygotowywane jest jedzenie z grilla przez Pavla Portoyana – jagnięcina gwarantowanaJ Warto. Po emocjach kulturalnych w MOCAKu musicie wypić dobrego węgrzyna luba coś polskiego zaraz obok! Uważajcie tylko na taksówki bo wszystkie oczekujące w okolicy są niezbyt warte zaufania!

Do następnego!

A&W