Kaczka, Lagrein i wizyta u “Mielża” na Czerskiej

W w/end wybraliśmy się na kieliszek do “nowego Mielża” na Czerską 12. W stosunku do lokalu na Burakowskiej jest tu bardziej przestronnie i restauracyjnie. Efektowny bar i zdecydowanie większa kuchnia (już nie otwarta, tylko schowana) sąsiadują z sklepem urządzonym w tym samym stylu, co na Burakowskiej, ale jakby oddzielonym i prostszym do ogarnięcia. Sala restauracyjna mieści stoliki barowe z hokerami, tradycyjne stoły, a także skórzane kanapy, na których można się zrelaksować, degustując niespiesznie wino. Zasady sprzedaży wina w restauracji takie same jak oryginalnie, czyli występuje marża 30% w stosunku do sklepu, a w przypadku konsumpcji na kieliszki – cenę butelki dzieli się po prostu na 5. Tu niestety nie do końca się udało, bo “niedolewka” wystąpiła, ale została szybko skorygowana 😉

My wpadliśmy w porę lunchową, stąd konsumpcja była raczej skromna. Menu wypisane na kredą na tablicy. Zdecydowanie “bezpieczne” i trochę bez polotu, ale solidne. Jest więc wybór sałat, carpaccio z ośmiornicy, pieczony burak z kozim serem, wołowina na zimno. Z drugich dań oczywiście steak z polędwicy wołowej, a dodatkowo bażant i łosoś. Tym razem postawiliśmy na sałatę z chrupiącymi krążkami kalmara – mogło wyjść banalnie, a było w porządku. Carpaccio z ośmiornicy poprawne (trochę drogie 39 PLN). Jedliśmy też wołowinę na zimno – danie w stylu CK kuchni – gotowane mięso z gęstym sosem lekko kwaśnym. Podobno to kontrowersyjne danie – dla nas jak najbardziej autentyczne i udane. Do dań z owoców morza otworzyliśmy białego burgunda Clos de la Combe Chardonnay Bourgogne 2012, Jean Chartron. Zdecydowanie elegancki, lekki, beczka bardzo delikatna – dobrze pasował. 79,50 PLN w sklepie. Cena boli, ale to świetne Chardonnay. Do duszonej wołowiny kieliszek Nebbiolo od Oddero z 2010 roku trochę zgrzytał. Wino zdecydowanie młode, a i butelka była otwarta przed chwilą, co też nie pomogło.

Generalnie wrażenia z wizyty pozytywne. Pomimo braku w karcie – kuchnia przygotowała makaron dla naszego dziecka. Dużo przestrzeni robi wrażenie. Karta też jakby bardziej “restauracyjna” a mniej barowa niż na Burakowskiej. Przydałoby się może trochę więcej fantazji przy jej tworzeniu. Celebryckość miejsca jednak się utrzymuje w podobnych rejestrach 🙂 Pan Robert wita co chwilę kierowcę Maserati/Ferrari/”wpisać swoją ulubioną markę”, czy też zastępy pań, które wyglądają dużo młodziej niż ich faktyczny wiek i nie jest to zasługa kąpieli w borowinie. Tak więc pomimo drobnych różnic obu lokali – jeśli ktoś lubił wpaść na kieliszek do “Mielża” na Burakowską, a mieszka na Mokotowie lub w okolicy chętnie wpadnie i na Czerską.

Z nowości w katalogu winnym pojawiła się znana z Enoteki Polskiej świetna Franciacorta od Il Mosnel z tym, że niestety nie w Enotekowych cenach… Za podstawę trzeba zapłacić 99 PLN, zamiast 69 w Enotece… Pojawiły się też nowe wina z modnej ostatnio coraz bardziej Langwedocji. Od 40 PLN – nie degustowaliśmy jednak ich jeszcze.

Rozważając, co wybierzemy na lunch, o mało nie zdecydowaliśmy się na bażanta i już nawet wymyślimy do niego wino – Lagrein Sudtirol – Alto Adige DOC 2013, Hofstatter . Ponieważ padło na owoce morza to Lagrein kupiliśmy do domu (68 PLN) i następnego dnia przygotowaliśmy kaczkę pieczoną z winnym sosem z zielonym pieprzem . Lagrein to “domowy” szczep Górnej Adygi, daje raczej wina taniczne, dosyć mocne, ale też z owocem i czasem pikantnymi akcentami. A że już mamy przesyt Pinotów – do pieczonej kaczki postanowiliśmy spróbować innego połączenia. Przy takiej kaczce taniny nie straszne a sos dodatkiem zielonego pieprzu może fajnie zagrać – zobaczymy.

Hofstatter to jeden z topowych producentów Sudtirol-Alto Adige. 50 ha rodzinnej winnicy. Jego mocne punkty to Pinoty – Nero (Meczan i Mazon) oraz Bianco. Dziś wiec próbujemy Lagrein Sudtirol – Alto Adige DOC 2013, Hofstatter . Kolor matowej śliwki z lekko jaśniejszym brzegiem. Nos owocowy (ciemne i czerwone owoce) – świeży, ostry, trochę surowy. Usta o średniej kwasowości, pełne chrupkich wiśni. Generalnie owocowe i odświeżające. Nie ma tu specjalnej złożoności, ale to proste, owocowe bardzo dobrze zrobione Lagrein. 86/100 Chyba jednak nie za 68 PLN.

Przygotowujemy pieczoną kaczkę z sosem winnym z zielonym pieprzem . Rozgrzewamy piekarnik do 220°C. W gęsiarce albo innym naczyniu, w którym będziemy piec kaczkę, szklimy na maśle posiekaną w piórka cebulę. Za chwilę dodajemy posiekaną marchewkę i seler naciowy. Natkę pietruszki i gałązki świeżego tymianku – chwile smażymy. W tym czasie nacieramy kaczkę solą i pieprzem. Do jej środka wkładamy pozostałe masło i kilka ziarenek zielonego pieprzu. Zawiązujemy nogi kaczki. Kaczkę układamy na warzywach, przykrywamy gęsiarkę (bądź zakrywamy szczelnie folią aluminiową inne naczynie, jeśli nie ma pokrywki) i wkładamy do piekarnika na 15 minut. Wyciągamy gęsiarkę z piekarnika i obniżamy temperaturę to 190°C. Odkrywamy, polewamy kaczkę białym winem i redukujemy na średnim ogniu. Dodajemy bulion z kurczaka i czekamy chwilę, aż się zagotuje. Przykrywamy kaczkę i wstawiamy z powrotem od piekarnika – tym razem na około 50-60 minut. Wyjmujemy naczynie z kaczką (nie wyłączamy piekarnika). Wyjmujemy kaczkę na deskę i zlewamy sos do miski. Łyżką ściągamy cały tłuszcz z sosu (będzie tego pokaźna ilość) i wlewamy sos z powrotem do gęsiarki. Dodajemy posiekaną w paseczki małą, czerwoną, słodką paprykę i dorzucamy ziarenka zielonego pieprzu. Wkładamy kaczkę. Odkrytą gęsiarkę wkładamy do piekarnika, włączamy termoobieg i pieczemy 15-20 minut, aż skórka będzie rumiana. Dzielimy kaczkę na porcje i podajemy z sosem i np. pieczonymi ziemniakami.

Do pieczonej kaczki w winnym sosie Lagrein Sudtirol – Alto Adige DOC 2013, Hofstatter wydawało się z początku może trochę zbyt owocowe. Potem jednak się to wszystko zgrało – delikatna słoność sosu i kaczki dobrze z nim pracuje, i za chwilę wszystko lekko łagodnieje, spaja się i dobrze pasuje. Spróbujcie tego połączenia – jest naprawdę ok!

Do nastepnego!

A&W