Italia 2021: Wenecja

Dziś szybka wycieczka do Wenecji. Jak już pisałem kilka tygodni temu a’propos Florencji, teraz jest najlepszy czas na odwiedzanie miejsc, które w normalnych czasach są tak zapełnione że pobyt nie sprawia żadnej przyjemności. Wenecja jest żelaznym punktem europejskiej kanikuły wszystkich Azjatów i Amerykanów. Jeśli ich nie ma, a Brytyjczycy maja problem z przylotem na kontynent to tak naprawdę ilość turystów kurczy się dramatycznie. Pierwszy raz widziałem plac św. Marka bez rozłożonych kawiarnianych stolików (tylko pod podcieniami może kilka osób piło kawę). Do bazyliki czeka się tylko kilka minut. Tempo poruszania się kolejki wyznaczane jest praktycznie tylko przez przepustowość kasy biletowej, gdyż limit ilości osób mogących przebywać w środku nie jest nawet w połowie wyczerpany. Dłużej zajmie nam oczekiwanie na wjazd na wieżę katedralną, ale to tylko z tego powodu że schody nie działają a do windy, antyCovidowo, może wejść maksymalnie 4 osoby bądź większa rodzina. Oczywiście na najbardziej obleganych uliczkach pomiędzy placem a Rialto gromadzi się więcej osób, ale gdy już wejdziecie w głąb miasta robi się bardzo kameralnie. Można docenić urok i piękno kamienic i kanałów nie walcząc o każdy metr kwadratowy z zagubionymi, wpatrzonymi w ekrany telefonów jankesami.

Wenecja jest świetnie skomunikowana z lądem więc jeśli myślicie o całodniowym wypadzie to będzie łatwa wycieczka, niezależnie z której strony byście nie jechali. Jeśli poruszacie się od strony Gardy czy Verony bardzo polecam połącznie kolejowe. Musicie tylko wybrać pociąg jadący na stację Venezia Santa Lucia. To duży, modernistyczny (średnio pasujący do miasta) dworzec wybudowany na przełomie lat 20 i 30, który bezpośrednio sąsiaduje z Canal Grande. Możecie więc po wyjściu z pociągu wsiąść w tramwaj wodny lub przejść przez most i zacząć eksplorować miasto na piechotę. Jeśli odpoczywacie nad Adriatykiem, na popularnych kempingach lub też w Lido di Jesolo, najlepiej jest dopłynąć drogą morską z Punta Sabbioni. Do tego portu jest idealne połączenie autobusowe, jest też parking gdybyście chcieli dojechać autem. Dodatkowo, gdy kupicie rodzinny bilet na statek, obejmuje on wszystkie połączenia vaporetto w Wenecji więc możecie spokojnie zwiedzać sobie miasto na zasadzie Hop-on, hop-off. Jeśli podróżujecie samochodem to po stronie stacji kolejowej znajdują się płatne parkingi. Jest drogo, więc trzeba skalkulować, w zależności od ilości osób, jaka forma komunikacji jest bardziej opłacalna.

Gastronomia i usługi rzeczywiście mocno odczuwają brak turystów. W większości restauracji możecie zjeść bez „coperto”, a w niektórych oferują dodatkowo karafkę wina gratis. Najzwyczajniej nie ma wystraczającej liczby klientów i trzeba jakoś zachęcić te garstki które akurat dobiły do miasta. Nawet gondolierzy schodzą z oficjalnych cen. 35 minutową przejażdżkę można spokojnie wynegocjować za 60 EUR w stosunku do cennikowych 80.

Ja jednak nie miałem zamiaru szukać dobrej restauracji, ale postanowiłem podczas spaceru zahaczyć o kilka „bacari” i podjeść Cicheti. Bacari to rodzaj barów, gdzie tradycyjnie serwowane są Cicheti (po wenecku) lub Cicchetti (po włsoku) czyli przekąski, w głównej mierze kanapeczki serwowane na sztuki. Wystawione są w szklanych podłużnych witrynkach i możemy sobie wziąć kilka sztuk do kieliszka wina. Dla Wenecjan są tym czym dla Hiszpanów tapas czy też dla Basków Pintxos (Pinchos). W tych barach można spotkać dużo rdzennych mieszkańców Wenecji nawet w normalnym sezonie. To bardzo tradycyjne miejsca. Jakie są klasyczne Cicheti? Jeśli mówimy o crostini to chyba najpopularniejszą jest kanapeczka z suszonym dorszem. Gotowaną rybę, doprawia się czosnkiem i miksuje z oliwą na mus. Tradycyjne są też grzanki z sardelami z octu winnego z cebulą i rodzynkami. Wariacji jest pełno. Dodatkiem do pieczywa może być pasta z anchovies i ciecierzycy, mus z wątróbki drobiowej, wędzony łosoś z jogurtem i koperkiem, parma z figą itd. Oprócz crostini znajdziecie w witrynkach panierowane i smażone kulki mozzarelli, krokiety ziemniaczane (często z szynką), smażone nadziewane oliwki, wszelkiego rodzaju małe klopsiki (warzywne bądź mięsne) czy w końcu Arancini czyli smażone w głębokim tłuszczu kulki z „wczorajszego” risotto nadziane mozzarellą. Pojawiają się też współczesne, mniej oczywiste rozwiązania jak np. crositni z paseczkami marynowanych warzyw (absolutnie genialne) czy marynowane grzyby z salami i gładkim twarożkiem. Płacimy zwykle pomiędzy 1,50-2,50 EUR za sztukę (bądź 2-3 w przypadku mniejszych kawałków np. kulek warzywnych). W wielu miejscach oferują pakiety w stylu „weź 7 zapłać za 5” albo np. 3 duże cicheti plus kieliszek wina/piwo 10 EUR. Jest w czym wybierać!

Ja dziś przygotowałem dla Was przepis na sezonowe crostini, w dosyć współczesnym wydaniu, które spokojnie mogłyby znaleźć swoje miejsce w weneckim bacaro! Będą to grzanki z pastą z bobu i kozim serem! Bób gotujemy dosłownie 2-3 minuty przelewamy zimną wodą i obieramy. Siekamy czosnek i smażymy na oliwie z oliwek extra vergine na wolnym ogniu kilka minut uważając aby się nie przyrumienił ale zmiękł. Będziemy potrzebowali około 1 ząbek czosnku na 100 g świeżego bobu. Gdy czosnek będzie miękki dodajemy do niego obrany bób. Mieszamy dokładnie i smażymy jeszcze chwilkę razem. Przekładamy masę do blendera i miksujemy na gładko dolewając oliwę z oliwek extra vergine aby uzyskać konsystencje pasty. Doprawiamy solą i pieprzem. Kromki ciabaty lub podobnego pieczywa podpiekamy chwilę w piekarniku (ale nie zbyt długo). Smarujemy je grubą warstwą pasty z bobu nakładamy plasterek koziej rolady pleśniowej i wkładamy grzanki pod grill. Czekamy aż ser się delikatnie roztopi Podajemy posypane drobno posiekaną natką pietruszki.

Takie sezonowe grzanki będą świetne jak przekąski w czasie imprezy grillowej, czy też jako przystawki przed kolacją. Możecie też przygotować inne własne wersje Cicheti (co tylko Wam wyobraźnia podpowiada) i zrobić sobie w/endowe weneckie party z Apperol Spritzem w dłoni! A tego w Veneto nie może zabraknąć!

Do następnego!

W