Guacamole + Sauvignon Blanc z Marlborough

Młodzież zażyczyła sobie tym razem guacamole. Tata! Będzie ciepło, zrobimy imprezę na balkonie – nachosy, lemoniada… te sprawy. Nie można było odmówić. A że pogoda nie dopisała to już nie miało znaczenia, bo słowo się rzekło a kobyłka na tarasie…

Jak zrobić prawdziwe guacamole? Znowu tak jak z chimichurri z poprzedniego odcinka – ile wiosek w Meksyku tyle koncepcji. Ja miałem przyjemności nauczyć się tej wersji od Angel’a Aceves’a, szefa kuchni „El Popo” – jednej z najstarszych (28 lat) restauracji meksykańskich w Polsce. Najważniejsze w guacamole jest najlepszej jakości Avocado. To z czarną chropowatą skórką (Hass) nada się znakomicie. Musi być dojrzałe, miękkie i mięsiste. W wersji Angel’a wystąpi też cebula (bardziej autentyczna dla niego jest biała, ale czerwona jest łagodniejsza i dlatego ją stosuje), pomidor, kolendra, limonka, marynowane papryczki jalapeno, sól i pieprz. Aby uzyskać najlepszy efekt należy zminimalizować czas pomiędzy przyrządzeniem guacamole a jego podaniem (w restauracji jest to czasem trudne bo przy dużej liczbie gości zwykle dużo ludzi zamawia je jako przystawkę bądź serwuje się je jako „czekadełko”), oraz dosyć szybko dodać sok z limonki do roztartego avocado aby zminimalizować utlenianie się (ciemnienie) owocu.

A wiec do dzieła. Przygotowujemy składniki. Pomidora pozbawiamy gniazda nasiennego i kroimy w drobną kostkę. Cebulę, kolendrę i papryczki również drobno siekamy. Avovcado przekrawamy na pół i usuwamy pestkę. Łyżką wyciągamy miąższ z łupiny z każdej połówki. Rozcieramy w moździerzu na gładką masę. Gdy nie mamy takowego możemy zrobić to widelcem w misce. Wciskamy sok z limonki. Mieszamy. Teraz dodajemy resztę składników. A także doprawiamy solą i pieprzem. To nie apteka – zdegustujcie i zobaczcie czy może czegoś nie dodać więcej. Na przykład papryczki! Ja lubię podawać guacamole ze zwykłymi solonymi nachosami. Żadnych smakowych, chemicznych udziwnień. To bardzo świeża naturalna salsa – potrzebuje jak najbardziej neutralnego smaku do zagryzania. Jest pysznie i całkiem sycąco! Młodzież zadowolona, ale ja szukam jakiegoś wina, żeby też poczuć weekend😊

Widzę kilka rozwiązań napoju który się sprawdzi idealnie. Na 100% lekki Lager spełni swoje zadanie (od razu pewnie patrzycie w stronę Corony, ale  znajdzie się więcej!) to jednak nie blog o piwie wiec tu postawię kropkę. A jakie wino? Sauvignon Blanc! Kwasowość, orzeźwienie, lekkość! Postawmy na nowy świat – Chile – często kwaśniej, lub Nową Zelandię – bardziej aromatycznie i ciut słodziej. Trzecim całkiem nie głupim pomysłem jest Gruner Veltliner – kwas i biały pieprz dobrze uzupełnią cebulowo limonkowe smaki – coś trochę jak do octowej sałaki ziemniaczanej podawanej do sznycla.  

Poszedłem w Nową Zelandię. Chłodny klimat sprzyja produkcji odświeżających kwaskowych win. Od początku lat 90tych Sauvignon Blanc – pełne zielonych owoców, trawy, marakuji i czasem lekkiego cukru resztkowego stało się produktem flagowym wyspiarskiego winiarstwa. Aż 2/3 areału zasadzonych jest krzewami Sauvignon. W szczególności Marlborough – 70%. Nowozelandzkie Sauvignon odniosło ogromny komercyjny, eksportowy sukces. Na samym polskim rynku dziś możecie odnaleźć kilkadziesiąt etykiet. W cenach zaczynających się od około 30 PLN do 100+ (np. Cloudy Bay). Gdy kiedyś w moim osiedlowym sklepie naliczyłem ich 12 – zrozumiałem co piją Polacy. Swojego GreyRocka ma Biedronka, Lidl też coś rozlewa. Bo tu trzeba zauważyć, że większość tych win jest butelkowana w Europie. Koszt transportu butelkowanego wina jest bardzo wysoki więc transportuje się je kontenerowcami i rozlewa do butelek w Niemczech czy Holandii. To nie Europa, gdzie wino musi być butelkowane w obrębie apelacji.

Dziś więc mamy dwie butelki właśnie z klasycznego dla Sauvignon regionu Marlborough z południowej, chłodniejszej wyspy. Pierwsza to Żabkowy Southbank Estate. Etykieta, która już kilka lat okupuje półki tej sieci i kosztuje 29.90. Po drugą butelkę udałem się do Mielżyńskiego i tam nabyłem droższego zawodnika – Insight od Vinultra za 67 PLN. To środkowa etykieta tego producenta.

Sauvignon Blanc Marlborough 2019, Southbank Estate – typowy słomkowy kolor – ładny. Zapach jest bardzo klasyczny dla Sauvignon z Antypodów – jest kwaskowy, szparagowy, trawiasty z dodatkiem niedojrzałego agrestu. Całkiem mocny. Usta o wysokiej kwasowości i całkiem istotnym cukrem resztkowym. Mamy owoc – jabłka, cytryny, dużo limonki, mandarynka. Z nut ziołowych jest geranium. Krótki, aczkolwiek odświeżający finisz. Proste i efekciarskie, ale w stylu. 84/100 Dostępne z Żabce za 30 PLN

Insight Sauvignon Blanc Single Vineyard Marlborough 2019, Vinultra – bardzo wodnisty kolor – zupełnie blady. Nos zaczyna się podobnie, bo delikatnym zapachem wody źródlanej, ale potem przechodzi on w owocowe, cytrusowe nuty – limonki i cytryny. Jest wytrawny, wyważony, i nie rozbuchany jak typowe wina z Marlborough. W ustach jest fajna kwasowość i dużo nut „zielonych” – skoszona trawa, zielone szparagi, agrest; jest też trochę krzemowej, mineralnej nuty. Jest bardzo wytrawne i zwarte. Miękka, mineralna, krzemowa, świeża końcówka. Balans i elegancja. Lubię i polecam. 89/100 kupiłem u Mielżyńskiego za 67 PLN.

Jakże różne to wina – komercyjne, rozbuchane, z cukrem za 3dychy z Żaby i wycofane, eleganckie, ale trzymające profil za 60+ od Mielża. I jak sparowały się  z guacamole? Southbank zupełnie dobrze poradził sobie z pikantnością i limonką. Może trochę za bardzo wychodził cukier… ale nie przesadzajmy. Insight poszedł w wytrawność i nuty limonki. Bardzo orzeźwiał. Wprowadził jeszcze większy balans pomiędzy świeżość, pikantność i wytrawność. Było to świetne, jednak dużo lepsze  połączenie!

Może następny w/end będzie pogodny i wtedy „balkonparty” z guacamole i Sauvignon będzie już zupełnie na miejscu! Tego Wam i sobie życzę!

Do następnego!

W