Czerwcowy szparagowy grill z fajną pomyłką

Dziś znowu wrzucimy warzywa na ruszt. Jak znalazł na gorący, długi w/end. Przyszedł nam do głowy kolejny pomysł na danie z grillowanymi szparagami. Dziś podamy je na zgrillowanych (a jakże!) plastrach żółtej cukinii z dodatkiem kolorowych, małych pomidorków, gotowanej botwiny i koziego twarogu. Świetne na plenerowe gotowanie. Lekkie, świeże – idealne na nadchodzące lato. Maleńkie buraki i kawałki łodyg możemy ugotować wcześniej (zajmie to ok 10-15 minut – sprawdzajcie widelcem) i zabrać w docelowe miejsce. Lub robimy to równolegle. Plastry cukinii (najlepiej żółtej dla koloru) smarujemy oliwą extra vergine (wcześniej doprawioną sola, pieprzem i czosnkiem (może być granulowany)) i grillujemy z obu stron aż będzie miękka i utworzy się charakterystyczny wzorek. Następnie (albo równolegle) zabieramy się za zielone szparagi. Myjemy i suszymy. Usuwamy zdrewniałą część, łamiąc szparaga. Pęka zwykle w 2/3 długości i pozostaje tylko miękką część. Smarujemy oliwą z oliwek extra vergine, przyprawiamy solą i pieprzem i grillujemy  – ok 10 minut. Na talerzach układamy plastry cukinii, na nich układamy szparagi, po bokach rozkładamy pokrojone w ćwiartki „baby” buraki i pomidorki. Na szparagi kruszymy kozi twaróg. Całość delikatnie doprawiamy najlepszą oliwą extra vergine i kilkoma kroplami starzonego octu balsamicznego. Możemy w czasie składania dania podgrzać na grillu kromki ciabatty. Jeśli chcemy, możemy spróbować zamiast kruszyć ser – zrobić z niego i mleka emulsję, którą delikatnie polejemy szparagi. Świeżo i elegancko.

Szparagi i kozi ser przyciągnęły nasze spojrzenia w stronę Sauvignon. Przejrzeliśmy lodówkę i otworzyliśmy butelkę, którą przywieźliśmy z Piemontu w 2016 roku. Był to zew chwili… oczywiście po sekundzie zorientowaliśmy się, jaki popełniliśmy błąd. Ale o tym za chwilkę.

Przy okazji naszego jesiennego włoskiego wyjazdu byliśmy goszczeni przez Fabio Alessasndrię, głównodowodzącego Winnicą Burlotto. To rodzinne 12 ha gospodarstwo. Większość działek jest w Verduno, skąd pochodzą najłagodniejsze/kwiatowe Barolo. Topowe to Cru Monvigliero, przy produkcji którego pracownicy stopami rozgniatają grona Nebbiolo. Generalnie Fabio jest zwolennikiem tradycyjnego Barolo (długa maceracja na skórkach i leżakowanie w dużych beczkach). Jego win są naprawdę eleganckie, a z uwagi właśnie na siedlisko, dużo wcześniej gotowe do picia, niż te np. z Serralungi. Podczas degustacji – oprócz oczywiście kilku Barolo, win z lokalnej odmiany Pelaverga, zainteresowało nas Dives Sauvignon Langhe DOC 2015. Ziołowe, nieoczywiste o niezłym ciele. Przyjechało z nami do Warszawy. No i właśnie w momencie otwarcia butelki wspomnienia wróciły i wszystko stało się jasne. Nie jest to Sauvignon, którego potrzebowaliśmy… grona są zbierane, gdy są bardzo dojrzałe, wino macerowane jest na skórkach kilka dni. Przechodzi częściowo fermentację malolaktyczną w beczkach, gdzie dojrzewa na osadzie 10 miesięcy. Wiadomo, poważne Sauvignon. Każdemu może przytrafić się taki wielbłąd. Ale za to mieliśmy okazję się zapoznać z tym winem wcześniej. Może już nie do naszych szparagów z cukinią i kozim serem, ale solo. W kieliszku objawiło się cytrynową, błyszczącą, intensywną suknią. W nosie nuty ziołowe (geranium, szałwia, pokrzywa), słodkiej cytryny i słodkawych kwiatów. W ustach przepisowa wysoka kwasowość, a także smak bardzo dojrzałej cytryny. Bardzo duża materia. Nuty miodu, a także lekkiej goryczki w bardzo długiej końcówce. Wydaje się ona balsamiczna i gęsta. Poważna, bogata ekspresja Sauvignon. Było bardzo dobrze. 90/100   

Z jednej strony to Sauvignon miało przed sobą jeszcze chwilę życia, z drugiej może właśnie ten błąd pozwolił nam na otwarcie go w genialnym momencie. Już dojrzałe, pięknie rozwinięte, jakby mówiło „teraz!”, ale gdybyśmy mieli drugą butelkę – to za rok zapewne by nas też oczarowało. Inaczej, ale równie pięknie.

A do szparagów – weźcie świeżą, aromatyczną klasykę, a nie takie, skąd inąd znakomite, wynalazki.

 

Grillujcie radośnie!

A&W