Chickenburgers plus Valpolicella Classico 2017

Sezon burgerowo/grillowy dobiegł końca… ale co zrobić gdy za oknem leje a w w/endowe południe wpadają znajomi z dziećmi? Żeby uniknąć totalnej destrukcji chałupy, albo rozgrzania do czerwoności konsoli zafundujmy całemu gronu wspólne robienie burgerów drobiowych. A rodzicom dodatkowo degustację czegoś lekkiego – idealnie Valpolicelli!

Do naszych burgerów musimy kupić luzowane podudzia z kurczaka bez skóry (600 g na 4 osoby powinno wystarczyć a na 4 osoby i czwórkę małych dzieci ok 1 kg). Te kawałki mięsa znajdziecie w każdym markecie, lub przygotuje je Wam rzeźnik. Najpierw musimy je pokroić na małe kawałeczki. Możemy zrobić to ostrym nożem, ale lepiej jest skorzystać z malaksera i dosyć grubo je zmiksować. Następnie schładzamy mięso w lodówce około 15 minut. W tym czasie na 2 łyżkach oliwy z oliwek szklimy posiekaną dymkę. Powoli na małym ogniu aby się nie zrumieniła. Następnie zwiększamy ogień i dokładamy boczek. Smażymy 2-3 minuty. Zdejmujemy z ognia i dokładamy posiekaną szałwię. Mieszamy i przekładamy zawartość patelni do misy. Zostawiamy do ostygnięcia. Następnie dokładamy zmielone mięso, jajo (dajcie najpierw pół, przy 600 g kurczaka i zobaczcie czy wystarczy – nie chcemy aby burgery były zbyt mokre), doprawiamy solą i pieprzem i dokładnie mieszamy. Formujemy burgery i schładzamy jeszcze przez 5-10 minut. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek i na mocnym ogniu rumienimy burgery z każdej strony. Zmniejszamy ogień i dosmażamy w sumie jakieś 8-10 minut przekładając mięso z jednej strony na drugą. Można smażyć krócej. Upewnijcie się jednak że burgery są zrobione. Jeśli naciśniecie widelcem powinien wypłynąć jasny sok. Podajemy w bułce z ulubionymi warzywami i dressingien (1000 wysp, BBQ itp.). Można też na sałacie, z pieczonymi ćwiartkami ziemniaków.

Kurczak w takiej formie lub z grilla, czy też pieczony (bez ciężkich sosów) jest uwielbiany przez kwasowe, owocowe, lekkie wina. Dlatego dziś zajmiemy się chwilkę Valpolicellą. Dla nas to jeden na najwspanialszych winnych regionów. Oczywiście, wielu z Was kojarzy się on pewnie z najniższą półką supermarketu. Tak to prawda w Veneto produkowanych jest masa win stołowych, w szczególności przez wielkie koncerny posiadające działki na płaskich terenach na północ od Verony. Jednak na zboczach i najlepszych działkach w Classico – czyli na wschód od jeziora Garda powstają naszym zdaniem znakomite, ciekawe i do tego zróżnicowane wina. Nie jest nudno. Valpolicella winifikowana jest najczęściej z tercetu odmian Vitis Vinifera. Gros w blendzie zajmuje Corvina/Corvinone które dają winu ciało, a resztę dzielą zwykle pomiędzy siebie dająca kolor Rondinella i Moilnara, która odpowiada za kwasowość (czyli coś co lubimy w Valpolicelli najbardziej). Od tego w jakich proporcjach winiarz wymiesza grona zależy finalny efekt. Dlatego zdarzają bardzo różne style. Dodatkowo większość producentów wypuszcza również bardziej skoncentrowane Valpolicelle Superiore, mocniejsze Ripasso (czyli refermentowane wino z użyciem wytłoczyn po Amarone), czy właśnie na końcu królewskie Amarone winifikowane z suszonych około 90 dni gron. Mamy więc ogromną różnorodność win jak i stylów. Trzeba tylko kupować wina dobrych producentów (od takich wina dziś degustujemy) i wiedzieć co się lubi, a Valpolicella odwdzięczy się w kieliszku. Mamy więc przed sobą dwie podstawowe Valpolicelle Classico. Pierwsze pochodzi z Cantina Valpolicella Negrar. Spółdzielni założonej w 1933 roku przez 6 rolników. Dziś zrzesza ponad 80ciu udziałowców i rozwija coraz to nowe projekty i marki. Drugie jest dziełem rodzinnej winnicy, jednej z najbardziej szanowanych w regionie – Fratelli Tedeschi. Obszernie pisaliśmy o nich w 2016 roku gdy zdawaliśmy relację ze wspaniałej wizyty jaką u nich odbyliśmy. Obie etykiety są podstawowymi dla tych producentów, są podobnym blendem i wino starzone było tylko w stali.

Le Preare Valpolicella Classico DOC 2017, Cantina Valpolicella Negrar ma super przezroczysty wiśniowy kolor, piękny. Nos słodkawo-kwaskowy z przewagą aromatów dojrzałych wiśni. Generalnie jest owocowo i intensywnie. Usta są rasowe – wysoka kwasowość i chrupkie kwaskowe wiśnie. Tanina leciutka. Nie ma może niuansów, ale jest dużo owocowego smaku i świeżości. Naprawdę dobre! 88/100 Wino kupiliśmy w Starwines za 45 PLN.  Do burgera z kurczaka poszło bardzo dobrze – odświeżająco. W szczególności fajnie komponowało się ze smakiem boczku. Było odpowiednio lekko i owocowe. Świetna równowaga z daniem.

Lucchine Valpolicella Classico DOC 2017, Tedeschi – wiśniowy kolor, przezroczysty, trochę jaśniejący ku górze. Bardzo dobry. Nos niestety ostry i prosty. Wiśnia z pestką plus lekko „tekturowe” nuty. Usta o niezłej równowadze. Kwasowość przepisowo wysoka. Dużo kwaskowych wiśni i niezbyt dojrzałych czereśni. Trochę „ziemistości”. Lekka matowa tanina. Średniej (+) długości końcówka. Trzyma poziom, jednak bukiet trochę „ucieka”. 86/100 Butelkę nabyliśmy u Mielżyńskiego za 52 PLN. Z kurzym burgerem idzie owocowo i świeżo. Dobrze gra z ziołami, choć jednak trochę chyba zbyt mocno. Pasuje, ale trochę mniej niż poprzedniczka.

Nawet jesienią w/endowy domowy burger może sprawić wiele przyjemności – zarówno dzieciom jak i dorosłym! 😉

Do następnego!

A&W