Barcelona: Cal Pep

Będąc w Barcelonie za poprzednimi razami, bardzo chcieliśmy zjeść w Cal Pep. Jakoś nigdy nie wychodziło. Teraz musieliśmy zrealizować tę wizytę. Cal Pep to nowoczesny, położony pomiędzy południowymi krańcami Via Laietana i Passeig de Picasso Tapas Bar. Właściwie coś więcej niż Tapas Bar. Dania wychodzące z baru dowodzonego przez właściciela i szefa kuchni Pepa Manubensa są trochę większe niż tradycyjne Tapa. Chodzi o to, aby klienci chętniej dzielili się porcjami i smakowali różne dania wspólnie. Są one też wszystkie robione na bieżąco a nie wyciągane już zrobione z gabloty i podgrzewane (tortille również). Codziennie menu się trochę różni (oczywiście oprócz żelaznych pozycji) w zależności od tego, co aktualnie udaje się dostać najlepszej jakości. Generalnie w menu królują owoce morza, ale mięso też występuje.

Lokal podzielony jest na salę barową z otwartą kuchnią, gdzie przygotowuje się wszystkie potrawy oraz mikro restaurację na 5-6 stolików. O ile bar jest jasny i w miarę przestronny, to salka jest bardzo kameralna, sprawiająca wrażenie starej piwniczki na wino (ma tylko jedno małe okienko). Stąd niektóre zdjęcia są ciemne 🙂 Miejsca przy barze nie można zarezerwować, natomiast restauracja przyjmuje je od grup cztero i więcej osobowych. Nam się udało na 3 osoby, gdyż dzieci w krajach śródziemnomorskich otwierają wszelkie drzwi 🙂 Przy barze panuje pełen porządek. Barmani strzegą zasady “first come, first served”. Ludzie czekają na swoją kolej i nie ma miejsca na pomyłki. Czasem żeby posadzić parę, kilka osób musi się przesunąć o jedno miejsce w lewo lub prawo. Podczas oczekiwania (trwającego zwykle około 30 minut) można wypić małe piwo lub kieliszek wina. Gdy już uda nam się usiąść, możemy spokojnie zamawiać. Wzięliśmy białe wino – przy barze nie ma wyboru, ale w restauracji jest całkiem pokaźna karta. Nikt nie pyta się czy kieliszek czy butelka. Otwierają, stawiają przed człowiekiem i patrzą, co się wydarzy. Odkorkowano Blanc de Blance Pendes DO 2016 Sumarocca . Mieliśmy przeczucie, że jeśli chcemy jeść ryby, to będzie dobrze! Kolor jaśniuteńki. Nos świeży – zmiksowane nuty kwiatowe (głownie akacjowe) oraz owocowe (cytryna). Usta lekkie i bardziej orzeźwiające. Owocowe – papierówki (ogólnie nuty jabłkowe), cytryny. Też trochę nut czarnego bzu. Fajne, przyjemne, mega uniwersalne kulinarni wino. 85/100 4,70 EUR w sklepach to dobra cena. W Cal Pep czy to w barze czy w restauracji kosztuje 9,80. U nas produkty Sumarroca importuje Fine Food Group , jednak niestety tej butelki nie zauważyliśmy na ich stronie internetowej.

Jeśli chodzi o jedzenie, to zaczęliśmy od klasyki – bułki skropionej oliwą i natartej świeżym pomidorem. Panierowane kalmary z głębokiego tłuszczu są zawsze papierkiem lakmusowym lokalu. Tu podano suche, chrupkie, ale miękkie w środku, tak dobre, że nie trzeba było ich nawet skrapiać cytryną. Następnie pojawił się tatar z tuńczyka w towarzystwie grzanek. Doprawiony odmianą sosu sojowego i posypany ziarnem sezamu. Lepszego tuńczyka nie jedliśmy w życiu. Jeśli zamknąć oczy, można by odnieść wrażenie, że to wołowina. Ale to tylko wrażenie, bo najlepsza wołowina nie ma tej delikatności. Hit. Następnie pojawiły się omułki z boczkiem w wywarze. Sam Chef Pep specjalnie poinstruował nas, obyśmy łyżką wlewali wywar do muszelek. Słonawo-słodkawe, znakomite – porównywalne w naszym rankingu z tuńczykiem. Dalej pojawiły się brzytwy z kawałkiem cytryny. Jeśli ktoś lubi ten rodzaj małży, to powinien być zadowolony. Ośmiornica podawana w Cal Pep jest gotowana, a potem pieczona. Podają ją ziemniakami z pieca oraz dużą ilością oliwy oraz słodkiej i ostrej papryki. Pieczenie powoduje, że tłuszcz z wierzchu macek staje się chrupki. Barman/kelner używając nożyczek porcjuje macki tak, aby każdy mógł łatwo zjeść. Kolejnym testowanym daniem była mała żabnica z płyty. Podają ją ze słodkim, wolnopieczonym czosnkiem, brokułem i ziemniakami z patelni. Tu znowu obsługa przy nas oddziela kręgosłup ryby i serwuje tak, abyśmy łatwo mogli jeść. Jędrna ryba o lekko mięsnym smaku. Prawie w ogóle nie doprawiona – naturalny smak. Na koniec jedni celują w deser… ale my wzięliśmy filet wołowy. Kawałki polędwicy obsmażone chwilkę na płycie z ziemniakami. Nie dowiedzieliśmy się niestety, jaka to rasa a jedynie, że mięso sezonowane było 2 tygodnie. Znakomicie soczyste. Z każdego kawałeczka można było wysysać mięsny sok a z drugiej strony spieczone brzegi dawały ten charakterystyczny smak smażenia. Piękny deser.

Blanc de Blance Pendes DO 2016 Sumarocca wypadło genialnie do wszystkich ryb i owoców morza. Nie narzuca się, gasi pragnienie i świetnie odświeża. Pije się je jak woda – i jest to jedyne niebezpieczeństwo przy tym winie. Na szczęście ma tylko 11,5% alkoholu, więc dużego ryzyka nie ma.

Cal Pep – to znakomite doświadczenie kulinarne. Atutem tego miejsca jest “żywa” kuchnia i proste dania, powstające z najświeższych produktów. A wszystko dzieje się na naszych oczach, gdy siedzimy przy barze. Dodatkowo naszym zdaniem atutem jest uwijająca się, ale wyluzowana i rozmowna obsługa. A nad wszystkim czuwa zagadujący do wszystkich gości Pep. Obiektywną wadą są ceny. Niestety, nie jest tanio. Bywając jednak w innych barcelońskich Tapas Barach, nie otrzymaliśmy takiej jakości. Warto wpaść choć raz i usiąść przy barze żeby bardziej poczuć klimat tego miejsca. Z naszej strony rekomendacja.

Do następnego!

A&W

PS. Przepisy Pepa Manubensa znajdziecie pod linkiem: http://calpep.com/Ingles/recipes.html