Barcelona 2018: Quimet&Quimet

Quimet&Quimet to miejsce, do którego zawsze chcieliśmy dotrzeć będąc w Barcelonie, ale zawsze brakowało nam tego jednego dnia. Tym razem wpisaliśmy wizytę w tym legendarnym tapas barze do kalendarza jako najważniejszą podczas tego pobytu. Położony trochę na uboczu turystycznych szlaków (Carrer del Poeta Cabanyes 25) pomiędzy Paral-lel a Montjuic – ten mikro lokal jest wpisany w barceloński pejzaż już od 1914 roku. Przybytek otworzył Quimet Perez; służył mu jako miejsce sprzedaży i dystrybucji win, produkowanych przez niego w L’Anoia. Z biegiem lat ewoluował w stronę baru. Dziś to 25m2 powierzchni, 3 stoliki bez stołków, bar (też bez stołków) oraz lada pod ścianą z winami, gdzie też można na stojąco wypić kieliszek wina i przekąsić tapas.

Zarządzający nim prawnukowie Quimeta, czyli Quimet 🙂 i Joanna Perez oraz ich matka Carmen postawili na jakość. Produkty służące do przygotowania tapasów i kanapek są najwyższego sortu. W Quimet&Quimet nie ma kuchni – wszystkie dania są podawane na zimno. Komponowane na bieżąco – z najlepszych konserw, wędlin, serów i przygotowanych wcześniej sosów, czy innych półproduktów. Do tego można napić się wina na kieliszki (niezłe butelki w rozsądnych cenach – bardzo dobra Cava 3EUR kieliszek) lub wziąć butelkę z półki i dopłacić 4EUR korkowego. Ceny win na wynos są sklepowe (nawet niższe niż w El Corte Engles). Dodatkowo mamy firmowe-kraftowe piwo z nalewaka (również dostępne na butelki na wynos) oraz bardzo duży wybór drinków – głównie na bazie wermutu, który tu również jest lany z „kija”. Najważniejsze to znaleźć choć 0,5m2 przestrzeni żeby utrzymać kieliszek i talerzyk w ręku. 🙂

Z pewnej odległości zobaczyliśmy szyld baru, więc byliśmy spokojni, że dobrze trafiliśmy. Po dotarciu na miejsce nie mogliśmy jednak znaleźć drzwi. Lokal jest tak mały, że wchodzi się praktycznie przez wielkie okno bez klamki. Zostaliśmy zaproszeni uśmiechem przez Quimeta Pereza krzątającego się za barem, który już pewnie n-ty raz musi mówić klientom „wchodzicie tędy, to nie pomyłka” 🙂 Mieliśmy szczęście – 2 stoliki były wolne. Zajęliśmy centralny, a córka od razu dostała duży karton z winem, żeby miała na czym usiąść. No i zaczęliśmy zamawiać.

Policzki wieprzowe długo duszone z marynaty z marynowanymi porami i czerwoną papryką oraz grubymi domowymi chipsami ziemniaczanymi polanymi miodem (posypane tartym Mimolette) – 6,50EUR. Kompletny odjazd. Mięciutkie mięso oraz fantastyczna gra smaków – kwaśnego (marynata) oraz słodkiego (naturalny smak duszonych, młodych porów i papryki oraz miodu) dały fantastyczny rezultat.

Przepiórka była bardzo krucha i też czuć było marynowane kwaskowe nuty. Kostki były tak delikatne, że właściwie można była ją zjeść w całości. To tego sałatka z bobu z pomidorowym dodatkiem. Znakomita rzecz. 9,50EUR.

Zupełnym zaskoczeniem były karczochy podane na lokalnym, gęstym, kozim twarogu z pomidorowym sosem i czarną ikrą. W szczególności ser był istotnym składnikiem dania. Spajał całość i nadawał tłustą teksturę. Świetna kompozycja i równowaga. 6,00EUR.

Na koniec wzięliśmy jeszcze Foie gras z grzybami i galaretką z Sherry PX. Z początku wydawało się, że grzyby nie będą pasowały do klasycznego połączenia słodkiej wątróbki ze słodka galaretką. Stało się jednak inaczej – wydobył się taki bardziej „dziki” smak gęsich wątróbek i słodycz nie przytłaczała dania. Niestety tak szybko zjedliśmy, że nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia… cena 6,50EUR.

Generalnie – wszystkie tapas są w cenach od 3 do 12EUR, a małe kanapki z finezyjnymi kompozycjami (czasem kompletnie kosmicznymi) kosztują 2-3,5EUR.

No i wreszcie był „efekt wow”. Znakomite połączenia smakowe świetnej jakości produktów. Nie jest to klasyczny tapas bar, gdzie dostaniemy kalmary, oliwki, anchovies, krokiety z dorszem albo serrano. To bar, gdzie przekąski osiągnęły poziom najwyższy – taki, którego chyba nie możliwe jest przeskoczyć. Do tego znakomity wybór win i innych drinków powoduje, że możemy sobie pozwolić na dowolne połączenie smakowe. No i obsługa jest naprawdę bardzo miła. Wbijajcie do Quimet&Quimet jak będziecie w Barcelonie. Nie czekajcie tyle lat co my – nie warto 😉

 

Do następnego!

A&W